Pomnik Baczyńskiego
  • Krzysztof MasłońAutor:Krzysztof Masłoń

Pomnik Baczyńskiego

Dodano: 
Książka, zdjęcie ilustracyjne
Książka, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Obraz Dariusz Sankowski z Pixabay
MOJA PÓŁKA | Wiesław Budzyński jest autorem wyjątkowym, przez ostatnie dziesięciolecia chyba z nikim w Polsce nieporównywalnym.

Sądząc po publikacjach, interesował się jedynie Krzysztofem Kamilem Baczyńskim oraz Brunonem Schulzem, o których wie wszystko, a nawet jeszcze więcej. Ponadto w przypadku Budzyńskiego mamy do czynienia z biografem, który w dużym stopniu czuje się depozytariuszem swoich bohaterów, ich życia, idei, twórczości.

Nic dziwnego, że w Roku Baczyńskiego – a 2021 r. jest Rokiem Baczyńskiego, nie tylko Lema, jak można by sądzić – Wiesław Budzyński wydał kolejną, siódmą książkę traktującą o autorze „Śpiewu z pożogi”: „Baczyński uszlachetnia”. Czytelnicy będą jednak zaskoczeni. Otóż przypomnieniu poety, prostowaniu błędów narosłych wokół niego, polemizowaniu z tymi, którzy albo go nie doceniali, albo – co częstsze – wypaczali sens jego utworów, towarzyszą tu rozważania historiozoficzne, historyczne, polityczne, także te całkiem współczesne. Dowodzą one, poza wszystkim innym, niebywałego temperamentu autora, pewnego racji – swoich, ale przede wszystkim swego ukochanego poety. Poety celnie porównanego tuż po wojnie przez Jerzego Zagórskiego do Juliusza Słowackiego. Dwa lata temu Budzyński apelując o ustanowienie roku 2021 Rokiem Baczyńskiego na konferencji w Senacie, powiedział pięknie: „Taki poeta rodzi się raz na 150 lat. […] Poezja Baczyńskiego jest naszym skarbem, który należy pielęgnować i zachować dla przyszłych pokoleń. Każdy naród tworzy swoje ziemskie Niebo, swój panteon ludzi wyjątkowych, stanowiących owe kamienie milowe, drogowskazy dla następców. I Baczyński jest w tym panteonie. Ta poezja uszlachetnia. Baczyński uszlachetnia”.

Poezja Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, od lat 60. zeszłego wieku, gdy wreszcie zaczęto ją wydawać, ukazała się w łącznym nakładzie ok. pół miliona egzemplarzy. Żaden inny poeta nie cieszył się w naszym kraju takim wzięciem. Poznawaliśmy jego wiersze, wbijały się nam w pamięć, recytowane i śpiewane (Ewa Demarczyk!), szkoły obierały sobie Baczyńskiego za patrona, powstawały filmy mniej lub bardziej wiernie oddające prawdę o jego życiu, miłości, walce i śmierci.

Zachęcam do lektury książki „Baczyński uszlachetnia”, zaręczając, że nie oderwą się od niej Państwo, nie doczytawszy do końca. O na jest pisana samymi emocjami, samymi uczuciami, sercem wypełnionym miłością do – tak, tak – najsławniejszego warszawiaka poległego w Powstaniu Warszawskim. W swoim krótkim, przerwanym kulą niemieckiego strzelca życiu napisał 500 (!) wierszy, więcej niż wielu bardziej w świecie znanych poetów przez całe życie. Wśród nich jest cała masa utworów wcale nielirycznych, osobistych, przeciwnie, zagrzewających do walki, męskich, arcypolskich. Tym bardziej przykre jest, że – jak pisze Budzyński – próbowano zrobić z niego – żołnierza Armii Krajowej – „pacyfistę, innym razem lewicowca, to znów Żyda, którym dawno nie był. Był polskim patriotą, polskim żołnierzem, polskim poetą i poległ dla Polski. Dla stalinowców był nawet, jak wszyscy AK-owcy, faszystą. Wiemy, że ubecy przyszli po Baczyńskiego, gdy już nie żył – pięć lat po śmierci – by go aresztować!”.

A dlaczego ten jakże warszawski poeta nie ma w stolicy swego pomnika? Bo nie spełniamy ani obowiązków, które na nas ciążą, ani powinności, a upamiętnienie tego twórcy jest jednym i drugim. Stuprocentowo zgadzam się z Budzyńskim: ten pomnik winien stanąć w naszym mieście, najlepiej na placu Zbawiciela, przed kościołem, w którym był chrzczony. „Nie gdzieś pokątnie, »w krzakach« – czytamy – jak to ma miejsce w ostatnich dekadach, ale na środku placu, w miejscu owej tęczy, która w końcu znikła i przestała swoim kiczem szpecić architekturę tego jednego z nielicznych w nowej Warszawie prawdziwych placów”. Da Bóg, doczekamy się i tego, a na razie dziękuję autorowi za jego nową książkę, za mocne słowa, których używa w stosunku do uznanych nawet autorytetów z noblistami Szymborską i Miłoszem na czele, do krytyków w rodzaju Artura Sandauera, zawsze wiedzących więcej i lepiej, do polityków wreszcie – i tych dzisiejszych, i wczorajszych. Nie tylko polskich: o Schröderze, byłym kanclerzu na moskiewskim żołdzie, powiada, że „gdzie indziej traktowany byłby jak zdrajca, tu jak gdyby nic jest zbawcą niemieckiej ojczyzny”, a Churchill był „współuczestnikiem zbrodni” dokonanej przez „pospolitego bandytę” Stalina.

Budzyński nie certoli się, nie obcyndala, jak powiedziałby Tadeusz Konwicki, tylko wali prosto z mostu. I ma rację, bo czas taki, że – jak pisze – „trzeba bić w werble”.

WIESŁAW BUDZYŃSKI „BACZYŃSKI USZLACHETNIA” WOJSKOWY INSTYTUT WYDAWNICZY, NARODOWE CENTRUM KULTURY, WARSZAWA 2021

Całość recenzji dostępna jest w 39/2021 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 0
Czytaj także