Ziemkiewicz: Zakładnicy tefałenów
  • Rafał A. ZiemkiewiczAutor:Rafał A. Ziemkiewicz

Ziemkiewicz: Zakładnicy tefałenów

Dodano: 29
Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, przewodniczący PO Donald Tusk oraz lider Polski 2050 Szymon Hołownia
Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, przewodniczący PO Donald Tusk oraz lider Polski 2050 Szymon Hołownia Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Hołownia i Kosiniak-Kamysz wolą nie być zauważani i niknąć w chórze mielącym antypisowskie banały niż zostać zauważonymi. Ponieważ w tym układzie, który się w polskich mediach wytworzył, zauważeni mogą zostać tylko jako „zdrajcy”.

Po obietnicy złożonej przez Donalda Tuska lewicowej młodzieży, że nie wpuści na listy wyborcze PO nikogo, kto nie będzie zwolennikiem aborcji na życzenie, i po fali wiernopoddańczych deklaracji podporządkowania się ze strony PO-wskich „konserwatystów” (z jednym chwalebnym wyjątkiem Bogusława Sonika) wielu komentatorów ogłaszało polityczną koniunkturę dla PSL i ruchu Szymona Hołowni.

Na razie nie widać jednak ani w PSL, ani u Hołowni, niczego, co znamionowałoby chęć wykorzystania okazji, jaką jest przesuwanie przez Tuska PO ku skrajnej lewicy. Mimo że zarówno Hołownia, jak i Władysław Kosiniak-Kamysz są bardzo aktywni – pierwszy objeżdża Polskę w niby-kampanii wyborczej (nazwanej „mobilną konwencją”), prezentując mieszkańcom różnych regionów swoich przyszłych kandydatów do Sejmu, drugi właściwie codziennie przedstawia zdanie swej partii w którymś z „wiodących” mediów i w „setkach” programów informacyjnych. Jeśli wpiszą państwo ich nazwiska w internetową wyszukiwarkę, zaznaczając jako zakres sprawdzenia np. „ostatni tydzień”, na pewno otrzymają państwo co najmniej kilka linków do popularnych portali.

Bez przekazu

Rzecz w tym jednak, że jeśli państwo tego nie zrobią, to pomimo całej tej aktywności istnienia PSL i Polski 2050 mogą państwo w ogóle nie zauważać. Ta aktywność nie generuje bowiem żadnego wartego odnotowania przekazu, żadnego zapadającego w pamięci „niusa”. Hołownia jedzie, powiedzmy, do Kalisza, by obiecywać tam, że obroni właścicieli nieruchomości, przez które przebiegać ma magistrala kolejowa, likwidując program CPK. Wpisywanie się w protesty NIMBY (od angielskiego „Not in my backyard”, nie na moim podwórzu) – jest rzeczą powszechnie wiadomą, że gdyby uwzględniać tego rodzaju protesty, nie można by nigdzie zbudować niczego) raczej niczego nie daje u ogółu wyborców i równie niewiele u samych zainteresowanych, którzy przeważnie wiedzą, że budowy nie zatrzymają, i chcą tylko wytargować jak najlepsze warunki wykupu. Zapowiada też nałożenie na podnoszących ceny producentów energii „opłaty solidarnościowej”, z której zwracać będzie za te podwyżki konsumentom – pomysł, jak wszelkie rojenia o perpetuum mobile, kuriozalny.

Artykuł został opublikowany w 39/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 29
Czytaj także