"Krew, pot i łzy". Gwiazda telewizji dopięła swego

"Krew, pot i łzy". Gwiazda telewizji dopięła swego

Dodano: 
Magdalena Ogórek
Magdalena Ogórek Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Magdalena Ogórek oficjalnie otworzyła Muzeum Sztuki Zagrabionej w Sulisławicach na Dolnym Śląsku.

Placówka powstawała przez kilka lat z inicjatywy Polish Lost Art Foundation, której publicystka jest prezeską i jedyną członkinią zarządu. Podczas inauguracji opowiedziała o wystawie, a później w mediach społecznościowych podsumowała pracę nad projektem. Nie zabrakło również odniesień do konfliktu z organami skarbowymi i prokuraturą. Uroczyste otwarcie muzeum odbyło się w ubiegłą środę. W wydarzeniu uczestniczyli między innymi burmistrz Ząbkowic Śląskich oraz Irena Piotrowska, była sołtyska Sulisławic.

Muzeum Ogórek otworzyła muzeum. Nie było łatwo

W placówce można oglądać wystawę poświęconą rabowaniu polskich dóbr kultury przez Niemców i Austriaków podczas II wojny światowej. Historia została przedstawiona z kilku perspektyw. Ekspozycja opowiada między innymi o losach zagrabionych dzieł, wśród których znalazły się "Dama z gronostajem" i "Portret Młodzieńca", a także o polskich naukowcach próbujących ratować dziedzictwo kulturowe. Jednym z tematów wystawy jest również działalność osób uczestniczących w rabunku dzieł sztuki.

"Bardzo porusza Państwa historia polskich Profesorów, zamordowanych przez Niemców we Lwowie, 3/4 lipca 1941 r. Jednej nocy wymordowano ponad 40 rodzin polskiej elity intelektualnej [motywem był rabunek niezwykle cennych kolekcji: obrazów, biżuterii i antyków]" – pisała Ogórek w piątkowym wpisie na platformie X. "Polscy historycy, którzy narażali swoje życie, by ratować przed Niemcami bezcenne polskie dzieła sztuki / a niemieccy historycy, którzy wespół z esesmanami byli zaangażowani w zbrodniczy proceder rabunku, splamionego krwią. Po obu stronach profesorzy, naukowcy – a jakże odmienna postawa❗: tu patrioci, tam bandyci. Ci pierwsi walczyli, bo wiedzieli, że naród pozbawiony kultury będzie narodem martwym, ci drudzy rabowali, by zabić polską tożsamość. Złodzieje i kaci po wojnie, jak gdyby nigdy nic, wrócili do swoich katedr na niemieckich i austriackich uniwersytetach" – dodała.

Ogórek poinformowała również, że wszystkie eksponaty prezentowane w muzeum pochodzą z jej prywatnej kolekcji. Przekazała je placówce w depozyt.

"Krew, pot i łzy"

Za przygotowanie wystawy oraz funkcjonowanie muzeum odpowiada Polish Lost Art Foundation. Fundacja została założona przez Magdalenę Ogórek w 2017 roku.

Projekt od początku wzbudzał również zainteresowanie ze względu na sposób jego finansowania. W czasie rządów Zjednoczonej Prawicy fundacja otrzymała łącznie ponad 1,5 mln zł dotacji od fundacji związanych ze spółkami Skarbu Państwa – Energą, Orlenem i KGHM. Według Krajowej Administracji Skarbowej 845 tys. zł nie zostało wykorzystane przez Polish Lost Art Foundation "zgodnie z umowami o darowiznę". W listopadzie 2025 roku informowano, że finansowanie fundacji analizuje Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Sprawa trafiła do niej z Prokuratury Rejonowej w Ząbkowicach Śląskich.

Po otwarciu muzeum publicystka jeszcze raz wróciła do trudności, z jakimi mierzyła się podczas realizacji projektu.

"Trzy lata budowy Muzeum to moja krew, pot i łzy. Trzy lata kontraktowania prac budowlanych i równoległego kontraktowania wystawy – pod ciągłym, agresywnym ostrzałem medialnym; dziesiątki nieprawdziwych artykułów; dron TVN-u nad budową. Pomorski Urząd Celno-Skarbowy [naloty, przesłuchania, straszenie, paraliż prac]" – podkreśłała w piątkowym wpisie.

"Powiem tak: źle trafili. Dowożę każdy projekt, którego się podejmę" – zapewniła.

instagram Czytaj też:
"Zaje***ty kapitan". Stanowski nie wytrzymał
Czytaj też:
Afera wokół pizzy Książula. "Ale się wkur***em"

Opracowała: Małgorzata Puzyr
Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także