"W samym sercu Europy, w Budapeszcie, na naszych oczach rozgrywają się sceny rodem z kryminału, a jednak pozostają całkowicie niezauważalne" – pisze węgierski tabloid "Blikk".
Gazeta opisuje zjawisko gangów zbieraczy butelek. To grupy ludzi, którzy o świcie przyjeżdżają do dużych miast takich jak Budapeszt, aby zbierać butelki i opakowania objęte systemem kaucyjnym. Zbieracze przeczesują śmietniki oraz miejsca, gdzie dzień wcześniej odbywały się imprezy masowe. Coraz częściej dochodzi jednak do prób kradzieży opakowań.
– Szczerze mówiąc, wczoraj zarobiliśmy 100 tysięcy forintów. Duża torba, którą mam przed sobą, mieści butelki warte około 20 tysięcy forintów, których było pięć. A, i ukradli nam trzy torby… więc byłoby 160 tysięcy – mówi gazeta jedna z okradzionych osób. Jak wskazuje "Blikk" wprawni złodzieje potrafią zarobić od 15 do 20 tys. forintów na jednej skradzionej torbie (ok. 180-230 zł), często stosując przy tym przemoc.
W miastach zaczyna także dochodzić do aktów przemocy w pobliżu koszy na śmieci. Zbieracze muszą albo walczyć o opakowania albo bronić się przed gangami złodziei.
Lizbona: Chaos i brud
System kaucyjny doprowadził do wystąpienia niepożądanych zjawisk nie tylko na Węgrzech. Burmistrz Lizbony i były unijny komisarz Carlos Moedas chce, aby rząd wycofał się z systemu kaucyjnego. Polityk wskazuje, że jego wprowadzenie poskutkowało chaosem i wyzwoleniem w ludziach patologicznych zachowań.
Moedas tłumaczy, że mieszkańcy nie tylko Lizbony, ale innych dużych miast w kraju zaczęli grzebać w śmietnikach w poszukiwaniu opakowań objętych kaucją. Nierzadko zdarzają się również przypadki niszczenia automatów przyjmujących butelki. W efekcie coraz więcej obszarów miast staje się brudne i nieuporządkowane.
Czytaj też:
"Odnosi sukcesy". Hennig-Kloska podsumowała rok funkcjonowania systemu kaucyjnego Czytaj też:
Kolejne problemy z systemem kaucyjnym. Straty liczone w milionach
