Cenzura internetu. Warzecha: Na tym polega oszustwo w drugiej wersji ustawy

Cenzura internetu. Warzecha: Na tym polega oszustwo w drugiej wersji ustawy

Dodano: 
Premier Donald Tusk i wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski
Premier Donald Tusk i wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Mechanizm blokowania treści w internecie w drugiej wersji ustawy cenzorskiej wdrażającej DSA został w praktyce niezmieniony względem pierwotnej wersji, mówi Łukasz Warzecha.

Koalicja rządząca przegłosowała w czwartek ustawę wprowadzającą blokowanie "nielegalnych treści" w internecie, która pod pretekstem bezpieczeństwa i walki z "mową nienawiści" wprowadza możliwość administracyjnej cenzury internetu. Na mocy nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i niektórych innych ustaw wskazani rządowi urzędnicy mają otrzymać kompetencję do usuwania z internetu między innymi takich treści, które uznają za tzw. mowę nienawiści.

Ustawa cenzorska – druga próba rządu

W najnowszym nagraniu na kanale YouTube "czarny dzień dla wolności" Łukasz Warzecha mówił o niebezpiecznych aktach normatywnych uchwalonych w ub. tygodniu przez większość sejmową. Chodzi m.in. o uprzywilejowanie artystów, uderzenie w najem czy karanie kierowców.

Publicysta "Do Rzeczy" poruszył również o temat ustawy cenzorskiej. Na początku przypomniał, że prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę cenzorską, wskazując, że przypominałaby ona sytuację z powieści "Rok 1984" George'a Orwella, w której funkcjonowało Ministerstwo Prawdy.

Rząd podjął kolejną próbę jej przeforsowania unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA), przy czym podzielił regulację na dwie ustawy. Tę, która nie zawiera cenzury, Sejm przyjął, a prezydent Nawrocki podpisał. Natomiast ta, która ma cenzurę wprowadzić, została nagle przegłosowana na ostatnim posiedzeniu Sejmu. Obóz rządzący powiązał ją z serią ataków nożowników, mimo że te dwie kwestie nie mają ze sobą kompletnie nic wspólnego. – Ewidentnie chodziło o to, by wykorzystać tę panikę wzbudzoną sytuacjami w szkołach – zwrócił uwagę Warzecha.

Mechanizm cenzury w ustawie wdrażającej DSA – w istocie rzeczy niezmieniony względem pierwotnej wersji

Dziennikarz i publicysta "Do Rzeczy" przypomniał, że w pierwotnej wersji ustawy procedura blokowania zakładała, że dopiero po zablokowaniu można się odwołać do sądu. Czyli urzędnik arbitralnie decyduje, co ma być zablokowane. (Najbardziej kontrowersyjne są w tym kontekście art. 119, 256, 257 kodeksu karnego).

W nowej wersji mamy już udział sądu w procedurze blokowania treści, ale w praktyce mechanizm cenzury pozostaje bez mian. – To jest pozór. Władza mówi teraz tak: jak wam brakuje tego sądu, to nadal będzie sąd. Nadal KAS, Policja lub Prokuratura wnioskują do UKE lub KRRiT o zablokowanie treści. Urząd gromadzi materiał i kieruje w tej sprawie wniosek do sądu. Sąd rozpatruje te materiały i decyduje o zablokowaniu lub niezablokowaniu w drodze postanowienia – powiedział Warzecha, przypominając, że nie oznacza to żadnej rozprawy, możliwości obrony, wymienienia argumentacji. Postępowanie kończące się postanowieniem oznacza sprawdzenie formalne dokumentacji, którą przekaże urząd.

– Jest to próba oszukania ludzi. Macie problem z tymi artykułami (119, 256, 257 – red.), z mową nienawiści, to dorzucimy sąd, uspokójcie się i niech pan Karol Nawrocki to podpisze. Tylko to dorzucenie sądu ma charakter czysto pozorny – powiedział Warzecha. – [...] Oszustwo nowej wersji ustawy polega na tym, że tworzy się pozór, że będzie to procedura pod kontrolą sądu, podczas gdy naprawdę ta kontrola jest iluzoryczna i nie będzie możliwości żadnego starcia argumentów – ostrzegł.

Czytaj też:
Rząd chce wykorzystać ataki nożowników w szkołach do wprowadzenia cenzury
Czytaj też:
Ustawa cenzorska. Mentzen pokazał, jak rząd sam sobie zaprzecza

Opracował: Grzegorz Grzymowicz
Źródło: DoRzeczy.pl / Łukasz Warzecha, YouTube
Czytaj także