Jadę na spotkanie z facetem, którego majątek wynosi 220 mln dol. i stale rośnie. Wypada dać jakiś prezent. Co zabrać? Flaszkę wina i kwiaty dla żony? Kurka wodna, ale ten facet ma każde wino świata i wazony pełne kwiatów na każdym stoliku. Wyjdę na taniego głupka. Ludziom, którzy mają wszystko i mogą sobie dokupić jeszcze więcej wszystkiego, bardzo trudno dobrać prezent, który im sprawi radość. E tam, radość – im bardzo trudno podarować coś, co oni w ogóle zauważą. A ja muszę, bo jadę i absolutnie nie wypada z pustymi rękami.
Nawet mojej Mamie trudno dobrać prezent, bo Mama jest emerytką i zawsze mówi: „Nic mi nie dawaj, wszystko już mam”. Kurka wodna, co ja Mamie dam na imieniny?
Z Indianami w dżungli jest podobnie – dobór prezentu jest jak chodzenie boso po szkle – podarujesz za dużo, to niedobrze, bo oni będą musieli przebić wartość twojego prezentu, czyli stawiasz ich w głupiej sytuacji, a gdy podarujesz za mało – wychodzisz na niewdzięcznego chama.
Mama się nie obrazi, ale… rok później weźmie cię na dywan i zrobi wykład z dawania prezentów STOSOWNYCH do sytuacji.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
