Syn byłego prezydenta Jaira Bolsonaro nie uznaje wyników niedzielnych wyborów, w których przegrał z Luizem Ináciem Lulą da Silvą. Oświadczenie wydał już po przybyciu do Miami, dokąd udał się mimo sądowego nakazu oddania paszportów.
Według oficjalnych wyników Lula zdobył 51,79 proc. głosów, a Bolsonaro 48,21 proc. Różnica wyniosła około 4,4 mln głosów. Urzędujący prezydent zapewnił sobie tym samym czwartą kadencję.
Bolsonaro oskarża władze o zamach stanu
W otwartym liście skierowanym do dziennikarzy Bolsonaro oskarżył Lulę i brazylijski Sąd Najwyższy o przeprowadzenie "wyborczego zamachu stanu". Stwierdził, że władzę w kraju przejęła "organizacja przestępcza", która pozbawiła go zwycięstwa. Nie przedstawił jednak dowodów na fałszerstwa wyborcze. Międzynarodowi obserwatorzy uznali głosowanie za uczciwe.
Bolsonaro odniósł się również do swojego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Przekonywał, że padł ofiarą politycznie motywowanych działań wymiaru sprawiedliwości i obawiał się zatrzymania. "Nie uciekłem z Brazylii – wyjechałem z myślą o Brazylii" – oświadczył. Polityk wezwał społeczność międzynarodową, by nie akceptowała sytuacji w Brazylii. Zaapelował też do swoich zwolenników o uznanie go za prawowitego prezydenta i zapowiedział, że nadal będzie kierował opozycją z terytorium USA.
Uciekł z Brazylii mimo nakazu sądu
Bolsonaro opuścił kraj wraz z rodziną zaledwie dwa dni po wyborach, choć wcześniej deklarował, że pozostanie w Brazylii. Przez Argentynę i Ekwador dotarł do Miami.
Wyjazd nastąpił mimo decyzji brazylijskiego Sądu Najwyższego, który nakazał mu oddanie paszportów w związku ze śledztwem dotyczącym finansowania kampanii wyborczej. Bolsonaro nie zastosował się do nakazu.
W opuszczeniu kraju mieli mu pomóc Donald Trump i prezydent Argentyny Javier Milei. Amerykański prezydent publicznie poparł możliwość przyjęcia Bolsonaro w USA, a jego administracja zapowiedziała wydanie wiz politykowi i jego rodzinie.
Czytaj też:
Przegrał wybory, uciekł do USA. "Trump zezwolił na wjazd" Czytaj też:
Co oznacza wygrana Luli? "Bardzo ważna lekcja dla prawicy"
