Francja szykuje się na kolejne zamieszki. Macron zwołał pilną naradę

Francja szykuje się na kolejne zamieszki. Macron zwołał pilną naradę

Dodano: 
Emmanuel Macron, prezydent Francji
Emmanuel Macron, prezydent Francji Źródło: Wikimedia Commons
Francuskie władze obawiają się powtórki gwałtownych zamieszek, do których doszło 17 października.

Francja przygotowuje się na kolejne dni napięć społecznych. Po gwałtownych zamieszkach z soboty 17 października, podczas których dochodziło do podpaleń, plądrowania sklepów i ataków na budynki publiczne, władze zdecydowały o zaostrzeniu środków bezpieczeństwa.

Prezydent Emmanuel Macron zwołał na czwartek posiedzenie rady bezpieczeństwa z udziałem premiera Sébastiena Lecornu, ministrów oraz przedstawicieli służb specjalnych. Celem spotkania jest przeanalizowanie przyczyn sobotnich wydarzeń oraz przygotowanie państwa na zapowiadane kolejne demonstracje.

Macron zwołał radę bezpieczeństwa. Władze przyznają się do błędów

Pałac Elizejski poinformował, że uczestnicy narady zajmą się między innymi oceną skuteczności działań służb oraz sposobami zapobiegania kolejnym zamieszkom. W komunikacie wskazano na konieczność przeanalizowania "mechanizmów zbierania informacji wywiadowczych", a także działań związanych z "przewidywaniem i zapewnieniem bezpieczeństwa" w najbliższych tygodniach. Przedmiotem obrad mają być również "niedociągnięcia, które doprowadziły do wydarzeń minionego weekendu".

Francuskie władze przyznają, że skala ostatnich protestów przerosła wcześniejsze przewidywania służb. W wielu miastach siły policyjne okazały się niewystarczające, aby powstrzymać agresywnych demonstrantów przed niszczeniem mienia i atakowaniem instytucji publicznych.

Macron już w środę odniósł się do wydarzeń z 17 października, określając przypadki przemocy mianem "rzeczy niedopuszczalnych". Zapewnił, że państwo wykorzysta dostępne środki prawne, aby zapobiec powtórzeniu podobnych scen. Prezydent uznał jednocześnie, że na obecnym etapie nie ma konieczności wprowadzania ogólnokrajowego stanu wyjątkowego.

Zakaz demonstracji w Paryżu, Lyonie i Lille

W związku z zagrożeniem kolejnymi zamieszkami władze lokalne wprowadzają ograniczenia dotyczące organizacji zgromadzeń publicznych. W Paryżu zakaz demonstracji obowiązuje w czwartek od godziny 8 do 20 w wybranych częściach miasta. Obejmuje między innymi okolice Pałacu Elizejskiego, siedziby rządu i parlamentu, a także Pola Elizejskie, wyspę Cité oraz rejon Luwru. Prefektura policji nie wyraziła zgody na manifestację zapowiadaną przez studencką organizację Interfac. Decyzję uzasadniono tym, że organizatorzy wcześniejszych zgromadzeń z 13 i 17 października nie zdołali zapobiec aktom przemocy.

Podobne ograniczenia wprowadzono w Lyonie, gdzie zakazano demonstracji na placu Bellecour. To właśnie tam podczas sobotnich zamieszek podpalono biuro informacji turystycznej i zdewastowano okoliczne sklepy.

W Lille zakazy obejmują kilka rejonów miasta. Z kolei w Grenoble ograniczenia dotyczą ścisłego centrum oraz miejsc, w których podczas poprzednich protestów dochodziło do starć i niszczenia mienia. Mają obowiązywać do niedzielnego poranka.

Zakazy sobotnich manifestacji ogłoszono także w centrum Hawru i Rouen w Normandii. W Tulonie na południu kraju władze departamentu Var zapowiedziały zakaz organizowania demonstracji, pochodów i innych zgromadzeń służących wyrażaniu postulatów.

Kolejne protesty w sobotę. Rząd szykuje odpowiedź

Na sobotę 24 października zapowiedziano kolejną falę protestów na tle społecznym i gospodarczym. W demonstracjach mają uczestniczyć między innymi środowiska studenckie, związki zawodowe oraz przedstawiciele ruchu żółtych kamizelek.

Premier Sébastien Lecornu zapowiedział znaczące wzmocnienie sił porządkowych. Władze mają również analizować skutki zamieszek dla gospodarki, w szczególności dla handlu i przedsiębiorców, których sklepy zostały splądrowane lub zniszczone.

Na niedzielny wieczór szef rządu zaplanował kolejne posiedzenie rządowego zespołu antykryzysowego.

Czytaj też:
Mentzen ostrzega: Dlatego upadek Polski będzie szybszy niż Francji

Źródło: Reuters / rp.pl/PAP
Czytaj także