Obserwator mediówKomentarz dnia

Cezary Gmyz

Jaka gazeta, taki bohater

Kontrofensywa sekty smoleńskiej, która ulokowała się przy ul. Czerskiej w Warszawie, trwa. Oto „Gazeta Wyborcza” zawsze pierwsza na froncie walki z PiS ujawnia, że za rządów tej zbrodniczej formacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego były gorzej chronione przez BOR.

Właściwie nie do końca jestem pewien, co kto ujawnia. Tekst wygląda bowiem, jakby został napisany przez oficera prasowego tej formacji, a może nawet samego szefa BOR Mariana Janickiego. Łamie jedną z podstawowych zasad dziennikarskiej solidności. W ani jednym miejscu nie dano głosu stronie, wobec której formułuje się zarzuty. Zacytowano jedynie wypowiedź płk. Andrzeja Pawlikowskiego z wtorkowej konferencji na UKSW, która dotyczyła roku 2010, a nie czasów, kiedy to on stał na czele BOR. Mało tego, jak ujawnił Pawlikowski, dziennikarz „Gazety Wyborczej” nawet nie próbował się z nim skontaktować. Cóż, czytelnik „GW” musi mieć komfort, czytając gazetę. Nie może być zaskakiwany treściami, które mogłyby zaburzyć narrację.

Zdjęcie klauzuli z teczki dotyczącej zabezpieczenia wizyty Lecha Kaczyńskiego jest rzeczą bez precedensu. W innych sprawach generał Janicki pilnie strzeże tajemnic BOR. Od dwóch lat dziennikarze nie są w stanie na przykład uzyskać informacji na temat kursów oficerskich, jakie przeszedł sam generał. Zarówno BOR, jak i MSW zasłaniają się tutaj faktem, że jego akta personalne są chronione klauzulą. W istocie ma ona przykryć fakt, że generał nigdy żadnych kursów oficerskich wymaganych na stanowisku szefa BOR nie ukończył. Podobnie jak nie ma też wymaganego na tym stanowisku wykształcenia magisterskiego. Jest zaledwie inżynierem o specjalności w ceramice.

Od katastrofy smoleńskiej Janicki przez rządzących jest chroniony mimo oczywistych niekompetencji, jakimi wykazał się BOR pod jego kierownictwem. Jak się wydaje, obecny lokator Pałacu Namiestnikowskiego nie czuje się do końca bezpieczny. Dość powiedzieć, że ochronę Kancelarii Prezydenta przy ul. Wiejskiej powierzono prywatnej firmie ochroniarskiej. Tylko patrzeć, jak BOR zniknie z Krakowskiego Przedmieścia czy sprzed kancelarii premiera.

I powiem szczerze. Zastąpienie BOR prywatną firmą ochroniarską w normalnej sytuacji by mnie oburzało. Jednak mając świadomość „kompetencji” generała, przez podwładnych zwanego Mańkiem, uważam taką decyzję za racjonalną i zwiększającą bezpieczeństwo Kancelarii Prezydenta. Jeśli bowiem uświadomimy sobie, że na czele formacji chroniącej najważniejsze osoby w państwie stoi człowiek, który w trakcie katastrofy smoleńskiej robił zakupy na bazarku, to nie dziwi nic. Jeśli dodamy do tego, że w swoich zeznaniach i wypowiedziach dla mediów posługiwał się metodą „na trupa”, oskarżając funkcjonariusza, i wkładał mu w usta słowa, których ten nie może już sprostować, bo zginął w Smoleńsku, to obraz będzie pełniejszy.

Całości dopełnia zaś scena opisana w jednym z przypisów do raportu Millera. Opisuje, jak funkcjonariusze Janickiego, którzy chcieli sprawdzić lotnisko, są przeganiani od bramy przez ciecia. To symbol rządów Janickiego w BOR.



Strażnik Pamięci

Społeczność

Tygodnik Do Rzeczy na Facebooku

Historia Do Rzeczy na Facebooku