Od kilku lat prowadzę badania nad obyczajami warszawskich autochtonów. Są to badania terenowe w publicznych teatrach.
Ciągle działa tu wspaniały mechanizm lustereczka podstawianego widowni w oknie sceny, udoskonalony do perfekcji w XIX w. „Z czego się śmiejecie? – z samych siebie się śmiejecie”… Dlatego niezmiernie śmieszą mnie utarte, wygłaszane tu i ówdzie poglądy o nowoczesnym, eksperymentalnym charakterze scen wielkomiejskich, bo najczęściej są one aktualizacjami poczciwego teatru mieszczańskiego. Dostrzeżenie istoty sprawy utrudnia ideologiczny sos, jakim obficie polewa się podawane tam potrawy, ale to właśnie iluzja jednomyślności i normalizacja jednego zestawu poglądów (tzw. lewicy obyczajowej) jest spoiwem dla widowni, pozwala jej odczuć „poczucie przynależności”.
Recenzja została opublikowana w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
