Dla Polaków nie jest to oczywiste, ale Hulk Hogan był jednym z symboli Ameryki Ronalda Reagana i lat 80. Tych bohaterów było zresztą wielu, od Arnolda Schwarzeneggera po Sylvestra Stallone’a czy nawet – schodząc w dół piramidy sławy – Chucka Norrisa.
Sława Hogana nie docierała do nas, bo żyliśmy za żelazną kurtyną. A nawet gdy ktoś widział zdjęcie czy (potem już dzięki kasetom VHS) klip z łysawym blondwłosym olbrzymem, to i tak przekonany był, że ogląda jakiś cyrk. Wrestling? A cóż to, u diabła, jest ten wrestling? Minąć musiało jeszcze wiele lat, nim reżyser Darren Aronofsky uczłowieczył postać wrestlera w filmie „Zapaśnik” (2008), gdzie dał mu twarz Mickeya Rourke’a.
Tymczasem Hulk Hogan u szczytu sławy ogłosił nawet, że kandyduje na prezydenta USA. Po paru miesiącach się wycofał. Dlaczego? „Bo wystraszyłem się, że wygram!” – odpowiada po latach w czteroczęściowym dokumencie Netflixa „Hulk Hogan: Amerykanin z krwi i kości” („Hulk Hogan: Real American”). Gabinet prezydenta raczej nie, ale powiedzmy, fotel w Izbie Reprezentantów albo i gubernatora stanowego pewnie były w zasięgu Hogana. Skoro Kalifornią mógł rządzić Arnold Schwarzenegger…
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
