Gdzie przebaczenie, a gdzie sprawiedliwość?

Gdzie przebaczenie, a gdzie sprawiedliwość?

Dodano: 
Uroczystości pogrzebowe ks. Stanisława Zbojnowicza, który zginął w ataku w opactwie w Jarosławiu
Uroczystości pogrzebowe ks. Stanisława Zbojnowicza, który zginął w ataku w opactwie w Jarosławiu Źródło: PAP / Darek Delmanowicz
Do morderczego ataku w Jarosławiu doszło w szczególnym momencie, gdy Polacy z trwogą zadają sobie pytanie: Czy pójdziemy drogą Wielkiej Brytanii, gdzie władza represjonuje Brytyjczyków, a chroni obcych – nawet jeżeli ci drudzy są bandytami? Dlatego nie możemy całej sprawy zbyć słowami o „nieodpowiadaniu złem na zło”.

Czas żałoby nie jest dobry na roztrząsanie. Jednak temat zbrodni w Jarosławiu żyje, a okoliczności mordu wręcz proszą się o poważną refleksję. Tym bardziej że obecny etap wojny na Ukrainie kiedyś się skończy, a problemu weteranów, którzy mogą liczniej przybywać do Polski, nie możemy odłożyć na zaś. W przeciwnym wypadku obudzimy się w rzeczywistości, w której Jarosław był tylko wstępem do nowego rozdziału w historii Polski.

Część osób, również po prawej stronie, uporczywie odmawia pogodzenia się z rzeczywistością w kwestii ukraińskiego zagrożenia w Polsce. W rozmowach z takimi lekkoduchami od początku powtarzam choćby pierwszy z brzegu, najprostszy argument. Nie jestem darwinistą, ale nie można być ślepym na to, że w stosunkach społecznych toczy się nieustanna gra sił. Kiedy w szkole, na ulicy czy na placu zabaw spotykają się ludzie o różnym nastawieniu i sprzecznych interesach – musi dojść do tarcia. Gdy w takiej sytuacji pojawi się żywioł obcy i mocniejszy od nas – ukraiński weteran, który zaledwie wczoraj patrzył śmierci w oczy i zabijał – to przeciętny Polak stanie wobec niego w skrajnej dysproporcji sił, mogąc liczyć jedynie na cywilizowane zachowanie ze strony przybysza.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Autor: Filip Obara
Czytaj także