Ustawa umożliwiająca cenzurę internetu. "Zbliżają się wybory, wiedzą, że przegrywają"

Ustawa umożliwiająca cenzurę internetu. "Zbliżają się wybory, wiedzą, że przegrywają"

Dodano: 
Od lewej: Krzysztof Gawkowski, Radosław Sikorski i Donald Tusk
Od lewej: Krzysztof Gawkowski, Radosław Sikorski i Donald Tusk Źródło: Aleksander Zieliński / Kancelaria Sejmu
Polityczne gremium będzie ustalało, co jest "prawdą". Rządzący chcą koniecznie zlikwidować wolność słowa, bo zbliżają się wybory i wiedzą, że przegrywają – mówi Adam Wielomski o ustawie, która ma umożliwić władzy cenzurę internetu.

Większość rządząca (KO, Lewica, PSL, Polska 2050) uchwaliła w czwartek ustawę wprowadzającą blokowanie "nielegalnych treści" w internecie, która pod pretekstem bezpieczeństwa i walki z "mową nienawiści" wprowadza możliwość administracyjnej cenzury internetu. Pierwsza wersja przepisów w tej sprawie została zablokowana w styczniu przez prezydenta Karola Nawrockiego. Teraz także ostateczna decyzja należeć będzie do głowy państwa.

Wielomski: Polityczne gremium będzie ustalało, co jest "prawdą"

W bieżącym komentarzu politycznym na kanale YouTube "Najwyższego Czasu" (pod nazwą Biblioteka Wolności – kanały Nczas są od kilku lat cenzurowane przez tę platformę) redaktor Marek Skalski zapytał profesora Adama Wielomskiego o przyjętą przez większość sejmową ustawę.

Skalski i Wielomski zgodzili się, że ustawa przewiduje bardzo daleko idący zamordyzm i cenzurę sieci, co jest sprzeczne z polską konstytucją, która wprost zakazuje stosowania cenzury prewencyjnej.

Wielomski powiedział, że tak wygląda w praktyce "demokracja walcząca" –Chce usuwać niezależne media, a jednym źródłem informacji dla wyborców mają być duże media lewicowo-liberalne. – Prawdę o tym, co się dzieje na świecie, co jest informacją, a co dezinformacją, ma przyjąć na siebie jakaś grupa powołana przez ministra cyfryzacji z klucza czysto politycznego i ideologicznego – powiedział.

Politolog i publicysta ostrzegł, że według tej ustawy już nawet nie sądy będą ustalały, co jest "prawdą", tylko będzie ustalało to gremium czysto polityczne. Zdaniem Wielomskiego najpierw ofiarami tego gremium będą "media antyestablishmentowe", a następnie "media PiS-owskie".

Media będą karane za "nieprawdę"?

– Chodzi oczywiście o prostą rzecz: nakładają karę i będzie jakaś instytucja odwoławcza do sądu, ale potrwa to latami. W tym czasie oczywiście połowę pieniędzy, które zabiorą, zje inflacja. Media będą w ten sposób zamykane, będzie strach używać go dalej, bo dostaniemy kolejną karę i o to oczywiście chodzi – powiedział Wielomski.

– Jeżeli ktoś uważa, że prawda w polityce to jest taka prosta rzecz, że coś jest prawdą albo nieprawdą, szczególnie w kwestiach dotyczących spraw międzynarodowych, to ja podziwiam tą umiejętność rozróżniania prawdy od nieprawdy. Dlatego że przychodzą do nas różne informacje z różnych źródeł, bardzo często stronniczych – zwrócił uwagę Wielomski, tłumacząc, że nie jest możliwe, by jakieś polityczno-urzędnicze gremium było w stanie definitywnie rozstrzygnąć, co jest prawdą, a co jest nieprawdą.

– Ja oczywiście nigdy nie mam pewności, czy źródła, z których korzystam, mówią prawdę, świadomie lub nieświadomie mogą powielać nieprawdę. To dotyczy szczególnie spraw międzynarodowych, które z natury rzeczy znamy słabiej. Na przykład to, co się dzieje w tej chwili w czasie wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Chciałbym dać konia z rzędem temu, kto potrafi powiedzieć dokładnie np. jak trwają negocjacje, jaki jest przebieg linii frontu i tak dalej. Takich informacji po prostu absolutnie stuprocentowych nie ma. Dostajemy jakieś informacje szczątkowe, z nich staramy się, można powiedzieć, odtworzyć, co się dzieje, ale znaczna część jest naszą interpretacją, niestety, bo nie mamy pełnej wiedzy – podał przykład.

Wielomski dodał, że jeśli chodzi o wojnę na Ukrainie, mainstreamowe media podają informacje wyłącznie za mediami ukraińskimi, więc trudno automatycznie przyjmować je za stuprocentową prawdę, bo media z Ukrainy podają interpretację ukraińską.

Wielomski: Rząd chce zlikwidować wolność słowa

Politolog powiedział, że dojdzie do sytuacji, w której elita polityczna i mainstreamowe media będą ustalały, co jest "prawdą", a co jest "dezinformacją", a kto będzie miał wątpliwości będzie mógł zostać ukarany finansowo. – To jest oczywiście zwykła cenzura. Nawet nie ma żadnej ustawy, która w sądownie mogłaby określać cenzurę informacji. W przypadku polityki jest to niemożliwe wręcz. Więc są to zawsze tego rodzaju interpretacje – powiedział Wielomski.

– Rządzący nami chcą koniecznie zlikwidować wolność słowa, no bo zbliżają się wybory i wiedzą, że przegrywają – ocenił publicysta.

Ustawa wprowadzająca cenzurę internetu. Prezydent powstrzymał pierwszą próbę

Uzasadniając weto wobec nowelizacji wprowadzającej unijny Digital Services Act, Karol Nawrocki tłumaczył, że projekt zawierał "rozwiązania absurdalne", które miały oddać kontrolę nad treściami publikowanymi w internecie "urzędnikom podległym rządowi". W swoim uzasadnieniu porównał zaproponowane mechanizmy do cenzury znanej z powieści "Rok 1984" autorstwa George’a Orwella.

Zawetowana na początku tego roku ustawa zakładała m.in. bez wyroku sądu urząd (UKE, KRRiT), będzie mógł zablokować dowolny portal internetowy czy kanał na YouTube bądź innej platformie video. Wnioskować o to będą mogły "zaufane podmioty sygnalizujące", które ponadto mają otrzymywać środki na działalność z podatków. Ponadto – na co zwrócił uwagę poseł Janusz Cieszyński – regulacje umożliwiłyby urzędnikowi UKE w asyście Policji wejść do prowadzącego dowolne forum internetowe, skopiować dyski i zaplombować lokal.

Rząd Donalda Tuska próbuje ponownie

W tym tygodniu rząd podjął kolejną próbę. Projektu ustawy nie było w porządku obrad 66 posiedzenia Sejmu, na którym został uchwalony. Drugie czytanie projektu odbyło się w Sejmie na początku września i czekał on na dalsze procedowanie – bez terminu głosowania. Do bloku głosowań trafił w czwartek po południu, po słowach premiera Donalda Tuska o rzekomej konieczności procedowania przepisów pozwalających na blokowanie tzw. mowy nienawiści w sieci.

Za przyjęciem ustawy głosowało 242 posłów, 61 było przeciw, a 136 wstrzymało się od głosu. Poparli ją posłowie koalicji Donalda Tuska oraz Razem. Wstrzymali się od głosu w większości przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Przeciw były Konfederacja WiN, Konfederacja Korony Polskiej, Demokracja oraz większość klubu Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego.

Czytaj też:
"Istnieją tylko dwie płcie". NASK: To dezinformacja
Czytaj też:
Ustawa umożliwiająca cenzurę internetu. Jakubiak: Bezczelne wykorzystywanie tragedii
Czytaj też:
Szokujące słowa w Sejmie. Poseł wezwał do delegalizacji politycznej konkurencji

Źródło: Biblioteka Wolności / DoRzeczy.pl
Czytaj także