Większość rządząca (KO, Lewica, PSL, Polska 2050) uchwaliła w czwartek ustawę wprowadzającą blokowanie "nielegalnych treści" w internecie, która pod pretekstem bezpieczeństwa i walki z "mową nienawiści" wprowadza możliwość administracyjnej cenzury internetu. Pierwsza wersja przepisów w tej sprawie została zablokowana w styczniu przez prezydenta Karola Nawrockiego. Teraz także ostateczna decyzja należeć będzie do głowy państwa.
Projektu ustawy nie było w porządku obrad 66 posiedzenia Sejmu, na którym został uchwalony. Drugie czytanie projektu odbyło się w Sejmie na początku września i czekał on na dalsze procedowanie – bez terminu głosowania. Do bloku głosowań trafił w czwartek po południu, po słowach premiera Donalda Tuska o rzekomej konieczności procedowania przepisów pozwalających na blokowanie tzw. mowy nienawiści w sieci.
Ewa Zajączkowska-Hernik przestrzega jednak, że w rzeczywistość DSA może posłużyć do cenzurowania politycznej konkurencji.
– Problem z nielegalnymi treściami w internecie trzeba rozwiązać w inny sposób, bo o tym, co jest legalne, a co nielegalne powinien decydować sąd, nie urzędnik, ponieważ to rodzi ryzyko, że tego typu narzędzia będą wykorzystywane do walki politycznej. – stwierdziła Ewa Zajączkowska-Hernik w programie TV Republika.
– Doskonale wiemy, że obecny rząd ma ogromny problem z takimi ugrupowaniami, chociażby jak Konfederacja, która jest bardzo silna w internecie, ale również niektórzy politycy Prawa i Sprawiedliwości. Więc mogłoby to dać narzędzie rządowi do tego, żeby eliminować konkurencję polityczną – kontynuowała polityk Konfederacji.
Prezydent Nawrocki zawetował kontrowersyjną ustawę
Uzasadniając weto wobec nowelizacji wprowadzającej unijny Digital Services Act, Karol Nawrocki tłumaczył, że projekt zawierał "rozwiązania absurdalne", które miały oddać kontrolę nad treściami publikowanymi w internecie "urzędnikom podległym rządowi". W swoim uzasadnieniu porównał zaproponowane mechanizmy do cenzury znanej z powieści "Rok 1984" autorstwa George’a Orwella.
Zawetowana na początku tego roku ustawa zakładała m.in. bez wyroku sądu urząd (UKE, KRRiT), będzie mógł zablokować dowolny portal internetowy czy kanał na YouTube bądź innej platformie video. Wnioskować o to będą mogły "zaufane podmioty sygnalizujące", które ponadto mają otrzymywać środki na działalność z podatków. Ponadto – na co zwrócił uwagę poseł Janusz Cieszyński – regulacje umożliwiłyby urzędnikowi UKE w asyście Policji wejść do prowadzącego dowolne forum internetowe, skopiować dyski i zaplombować lokal.
Następnie ustawa wdrażająca DSA została podzielona na dwie odrębne ustawy i Nawrocki podpisał tę, która nie zawierała zapisów dotyczących cenzury. Teraz, koalicja przegłosowała w Sejmie drugą ustawę, tę umożliwiającą cenzurę
Czytaj też:
Ustawa DSA. "Rząd na rympał oszukuje ludzi, chcąc wprowadzić cenzurę"
