Hipokryzją część internautów nazywa bowiem to, że celebrytka najpierw aktywnie wspierała Strajk Kobiet (między innymi zamieszczając zamieszczając zdjęcie ze swoim nowo narodzonym dzieckiem i wymalowaną na dłoni błyskawicą), a później, jakby nigdy nic, zgodziła się wziąć udział w bożonarodzeniowym kolędowaniu w jednej z telewizji.
Celebrytkę, jak się okazuje, zabolał zwłaszcza zarzut jednej z fanek, że „szła w strajku, który rzucał jajami w kościoły i zakłócał msze święte, na których czczono Boga i Maryję, teraz będzie śpiewać »Bóg się rodzi«”.
– Wierzę, że Bóg, niezależnie od tego, kto jak go widzi i kim dla każdego jest, to jest tylko i wyłącznie DOBRO. Kobiety na strajku nie były przeciw Bogu, tylko w walce o siebie przeciw innym ludziom, którzy wysługują się Bogiemi traktują wiarę i kościół jako argumenty do tego, aby rządzić innymi i mówić każdemu, jak ma żyć – tłumaczyła się Kurdej-Szatan. – Nie identyfikuję się z tymi, którzy rzucali jajami czy mazali sprayem po zabytkach i kościołach. Sama idąc starówką warszawską, byłam bardzo zniesmaczona i smutna, widząc pomazane mury kościoła... – dodała.
No tak, i dlatego, jako osoba wierząca, szła dalej.
Czytaj też:
"Nie chodziło o wiarę". Kurdej-Szatan odpowiada krytykom
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.