Papież Leon XIV mianował kard. Konrada Krajewskiego metropolitą łódzkim. Niegdysiejszy jałmużnik papieski obejmie swoją archidiecezję w archikatedrze łódzkiej 28 marca. Polskie media skomentowały tę decyzję pontifexa w większości w dość jednostajny sposób. "Czy Robin Hood z Łodzi da radę?", "Nowa misja dla ulubieńca papieża Franciszka" czy "Przedstawiciel linii franciszkańskiej na czele jednej z polskich archidiecezji".
Do znudzenia przypominano opowieść o tym, jak Krajewski włamał się do zapieczętowanej skrzynki z włącznikami elektrycznymi w domu ubogich emigrantów, w którym prąd wyłączono za niepłacenie rachunków, i jego specjalne misje z nadania Franciszka na Ukrainę w czasie trwającej tam wojny z Rosją.
Nie zabrakło też tonu triumfalizmu rzeczników polskiego Kościoła otwartego. "Nominacja kard. Konrada Krajewskiego na arcybiskupa Łodzi będzie kontynuacją stylu kard. Grzegorza Rysia i jednocześnie wzmocnieniem biskupów, którzy jednoznacznie i coraz odważniej wypowiadają głośne »nie« traktowaniu migrantów i uchodźców jako straszaka z jednej strony, a z drugiej – ludzi drugiej kategorii"– pisał w "Gazecie Wyborczej" ks. Kazimierz Sowa.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
