Michał Kołodziejczak znalazł się w centrum poważnego skandalu po publikacjach Kanału Zero. Byłe współpracownice zarzucają posłowi Koalicji Obywatelskiej przemocowe zachowania, kierowanie gróźb oraz nakłanianie do zażywania substancji odurzających. Polityk stanowczo zaprzecza oskarżeniom, nazywając je pomówieniami.
Klub parlamentarny Koalicji Obywatelskiej zdecydował o jego natychmiastowym zawieszeniu, a Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła z urzędu czynności sprawdzające.
Tymczasem dziennikarze Wirtualnej Polski odwiedzili rodzinny Orzeżyn pod Sieradzem. Tam znajomi i sąsiedzi byłego wiceministra rolnictwa przedstawiają zupełnie inny obraz polityka.
"Ktoś chciał wykosić Michała". Wskazują na PSL
Jedną z osób, z którymi rozmawiali reporterzy WP, jest Paweł, znajomy Kołodziejczaka jeszcze z czasów szkolnych. Mężczyzna nie wyklucza, że skandal może być elementem politycznej rozgrywki.
W jego ocenie za działaniami wymierzonymi w posła mogliby stać wpływowi działacze Polskiego Stronnictwa Ludowego. "Ktoś chciał wykosić Michała Kołodziejczaka? Za aferą mogą stać baronowie PSL. Chodzi o tych starych, wpływowych rolniczych bonzów. Dlaczego mieliby to zrobić? Bo PSL leci na dno w sondażach, więc jego działacze będą szukać miejsc na listach Koalicji Obywatelskiej, aby utrzymać wpływy i posady" – przekonywał rozmówca.
Zdaniem mężczyzny Kołodziejczak mógł przestać być potrzebny Donaldowi Tuskowi po tym, jak odegrał swoją rolę w pozyskiwaniu głosów rolników. "Tymczasem Kołodziejczak, który kiedyś potrafił ściągnąć za sobą rolników, przestał być potrzebny Donaldowi Tuskowi. No to trzeba go wykosić. A jak? Wykorzystać kobiety, które zostały przez niego odrzucone" – spekulował Paweł.
"Narkotyki nie pasują mi do Michała"
Znajomy byłego wiceministra przyznaje, że szczególnie trudno uwierzyć mu w zarzuty dotyczące środków odurzających. Jak wspomina, w młodości wielokrotnie uczestniczył razem z Kołodziejczakiem w imprezach, ale ten miał stronić od używek.
"Narkotyki nie pasują mi do Michała. W młodości, lata temu, objechaliśmy wszystkie okoliczne dyskoteki. Były testowane wszystkie używki świata, a Michał zawsze był z boku. Trudno mi uwierzyć, że człowiek, którego znam, mógł się tak zmienić" – mówił Paweł. Jednocześnie zaznaczył, że nie może całkowicie wykluczyć, iż zachowanie dawnego znajomego zmieniło się po wejściu do wielkiej polityki. "Chyba że zmieniła go warszawska polityka, pobłądził" – dodał.
Podobne emocje towarzyszą innym mieszkańcom Orzeżyna. Izabela, która wraz z mężem zajmuje się uprawą warzyw, przekonywała, że żal jej zarówno polityka, jak i jego bliskich. "Jest mi go zwyczajnie szkoda. Michał taki nie jest, jak wynika z tej afery. A teraz pojawiają się kobiety, narkotyki. Tutaj cierpi rodzina, mają zniszczone życie" – powiedziała. "I tak go podziwiam, że tam poszedł, że miał odwagę wejść do tej warszawskiej polityki. No ale teraz go zjedzą. Wiadomo, jaka potrafi być brudna polityka" – dodała.
Sąsiedzi słuchali nagrań. "To brzmi jak coś zmontowanego"
Z niedowierzaniem na publikowane materiały reaguje również Marcin, rolnik mieszkający w pobliżu gospodarstwa rodziny Kołodziejczaków. Mężczyzna zna polityka od dzieciństwa i uważa, że oskarżenia nie pasują do jego dotychczasowego zachowania.
"To w ogóle do Michała nie pasuje. Mam na myśli zachowania, które zarzucają mu kobiety. Słuchałem tych nagrań z portalu Zero i dla mnie to brzmi jak coś zmontowanego" – ocenił. "Przecież to jest mój sąsiad. Do szkoły razem chodziliśmy. Z moją siostrą chodził do klasy. No to ja go dobrze znam" – podkreślił.
Podobnie wypowiedział się najbliższy sąsiad rodziny Kołodziejczaków. "Znam Michała od małego, nie wierzę w to" – powiedział dziennikarzom.
Dziś część mieszkańców Orzeżyna uważa, że były lider Agrounii został wykorzystany przez Koalicję Obywatelską. "Był potrzebny na wybory, kiedy KO chciała głosów od rolników. Teraz, jak go nie potrzebują, to go wywalają. Trzeba zlikwidować i do widzenia" – powiedział jeden z rozmówców WP.
Kołodziejczak widziany w kościele
Mieszkańcy Orzeżyna przekazali dziennikarzom, że w niedzielę widzieli Kołodziejczaka podczas mszy w miejscowym kościele. Polityk miał pojawić się w towarzystwie brata. Według relacji znajomych witał się z sąsiadami, a pytany o aferę miał jedynie machnąć ręką. Reporterom nie udało się porozmawiać z domownikami w gospodarstwie rodziny Kołodziejczaków.
Tymczasem sprawa oskarżeń wysuwanych przez byłe współpracownice polityka pozostaje przedmiotem czynności prokuratury.
Osobno Prokuratura Okręgowa w Łodzi analizuje zawiadomienie złożone przez samego Kołodziejczaka, które wcześniej trafiło do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Czytaj też:
Morawiecki: Uważajcie - idzie brygada Tuska! Czytaj też:
ABW odsyła Kołodziejczaka do prokuratury. "Nie prowadzimy dalszych czynności"
