Rozmowy pokojowe z Rosją? Waszczykowski: Nie będzie trwałego pokoju

Rozmowy pokojowe z Rosją? Waszczykowski: Nie będzie trwałego pokoju

Dodano: 2
Witold Waszczykowski (PiS)
Witold Waszczykowski (PiS) Źródło: PAP / Rafał Guz
- Rokowania mogą doprowadzić wyłącznie do trwałego zaboru Krymu i większości Donbasu. One nie doprowadzą do trwałego pokoju. Wszyscy przewidują, że będzie kilkuletnia pauza, po której Rosjanie ruszą z powrotem - mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl Witold Waszczykowski, były szef MSZ.

DoRzeczy.pl: Sytuacja na froncie jest niezwykle niekorzystna dla strony ukraińskiej. Biały Dom informuje, że kończą się pieniądze przeznaczone z Kongresu na wsparcie Ukrainy. Czy siła Rosji okazała się niedoceniona?

Witold Waszczykowski: To częściowa prawda. Rosja zawsze nie jest tak słaba, jak się wydaje, ani tak silna, jak się wydaje. Większy problem polega na tym, że od wielu miesięcy tej wojny, świat pomagający Ukrainie nie był w stanie określić definicji jej zakończenia. Ukraina wspierana przez Polskę dążyła do pokonania Rosji, odwojowania Krymu i Donbasu. Liczyła na stosowne uzbrojenie. Dano je częściowo, licząc, że przy tym wsparciu, jakie przychodziło przez pół roku, Ukraina dokona przynajmniej istotnych przełomów i udowodni, że warto to uzbrojenie przekazywać. Ostrzegałem o tym, gdy zaczynała się ofensywa ukraińska i mówiłem, że mają pół roku. Jeśli przez pół roku nie wykażą światu, że robią postępy, to zaczną się deliberacje o kompromisie, o jakimś porozumieniu z Rosją.

Druga alternatywna zakończenia wojny, która jest w Europie Zachodniej, to zamrożenie konfliktu, a więc nie dano Ukrainie broni, by zwyciężyć. Dano tylko tyle, aby nie uległa dalszej ekspansji rosyjskiej. Ukraina bez większej pomocy nie pójdzie dalej, będzie to wojna pozycyjna i podejmie rokowania. Oczywiście, te rokowania dzisiaj mogą doprowadzić wyłącznie do trwałego zaboru Krymu i większości Donbasu. Po drugie, one nie doprowadzą do trwałego pokoju. Wszyscy przewidują, że będzie to kilkuletnia pauza, po której Rosjanie ruszą z powrotem. To powoduje, że w Europie i USA brak w tej chwili jednoznacznej odpowiedzi, jak dalej postępować z pomocą na Ukrainie.

Czy istnieje w najbliższych latach opcja eskalacji i agresji na jedno z państw NATO? Niedawno Putin groził Łotyszom w temacie mniejszości rosyjskiej w ich kraju.

Po pierwsze, jest groźba eskalacji na Ukrainie. Rosjanie powołują pod broń 170 tysięcy nowych rekrutów, znacząco zwiększają budżet wojskowy kosztem różnych wydatków socjalnych. Wiele milionów Rosjan ma pensje poniżej 160 dolarów. Rosjanie mogą jeszcze odwrócić losy wojny na Ukrainie. Niektórzy politycy, jak marszałek Wierchownej Rady, który był tu kilka dni temu, mówią, że taka groźba istnieje. Po drugie, Rosjanie w dalszym w ciągu wspierają hybrydową operację Łukaszenki, a po trzecie sami zaczęli operację przeciwko Finlandii. Dowodzi, że testują inne kierunki, również akcje zaczepne już przeciwko państwom NATO – Polsce, Bałtom, czy Finlandii.

Czytaj też:
Gen. Komornicki: Ukraińska kontrofensywa była wysyłaniem żołnierza na śmierć
Czytaj też:
Prof. Grosse: Niemcy i USA dążą do zamrożenia wojny na Ukrainie

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także