Ostatnia Mohikanka

Dodano: 
Przemarsz korowodu do Dworu Artusa w ramach uroczystych obchodów 2. Gdańskich Dni Kaszubskich
Przemarsz korowodu do Dworu Artusa w ramach uroczystych obchodów 2. Gdańskich Dni Kaszubskich Źródło: PAP / Marcin Gadomski
Kazimierz Nowosielski Kaszubskość dla Kaszubów miała znaczenie wtedy, kiedy była wpisana w coś większego niż ona sama: w wielki projekt budowania czy też choćby ocalania cywilizacji łacińskiej. Poza nim ona, jak i wszystko inne, karłowacieje; staje się obiektem ideologicznych manipulacji, ekonomicznego wyzysku czy finansowego oraz świadomościowego przekupstwa.

Bosymi Antkami Kaszubi nazywali przybyszów spoza swojego regionu, obcoplemieńców, ludzi mających inny niż oni rodowód. Zwykli ich byli traktować jako swego rodzaju intruzów albo tych, którzy to długo i cierpliwie będą musieli się starać o przyjęcie do kaszubskiej wspólnoty. Poniekąd jestem jednym z owych Antków.

W połowie lat 60. ubiegłego wieku przyszło mi zamieszkać w Gdańsku, który przez niektórych dziejopisów bywa uznawany za pierwszą stolicę Kaszub. Dzisiaj o to zaszczytne miano walczą ze sobą m.in. Kartuzy i Kościerzyna. Muszę przyznać, że w mieście nad Motławą nader rzadko dane mi było usłyszeć kaszubską mowę. Nie słyszało się jej w tramwaju ani w municypalnych urzędach, a jedynie czasem w zatłoczonym barze lub na podmiejskim targowisku. Nie posługiwali się nią również moje koleżanki i koledzy, którzy z pomorskich miast i wiosek, tak jak ja z Kujaw, przybyli na studia w gdańskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Podobno niektórzy działali w utworzonym przy Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim Studenckim Klubie Pomorania, ale raczej niewielu z nas kojarzyło ich z owym środowiskiem.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także