Wiele wskazuje na to, że akcja ze „ślubowaniem” szóstki wskazanych przez PO sędziów była nie tyle próbą przejęcia kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym, ile „przykrywką” dla bieżących problemów władzy. Bardziej niż o cokolwiek innego szło w niej o wyprodukowanie budzącego emocje „kontentu” medialnego, który wypełni programy informacyjne, wypychając z nich inne „newsy”, i odciągnie uwagę komentatorów oraz internautów od narastającego paraliżu władzy.
Jeśli istniał racjonalny plan, zniweczony został przyjęciem przez prezydenta ślubowania od dwójki z szóstki wybranej przez Sejm (czy, z punktu widzenia KO, „zdradą” tej dwójki, która ślubowanie złożyła). Ale „ślubowanie” złożone przez pozostałych w sali sejmowej, bez obecności prezydenta, mogłoby dać mocniejsze argumenty do podważania przyszłych orzeczeń Trybunału, gdyby zostało lepiej przygotowane. Tymczasem priorytetem był najwyraźniej pośpiech.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

