Między Bractwem św. Piusa X a Watykanem
  • Wojciech GolonkaAutor:Wojciech Golonka

Między Bractwem św. Piusa X a Watykanem

Dodano: 
Arcybiskup Marcel Lefebvre. Konsekracja biskupów. 30 czerwca 1988 r.
Arcybiskup Marcel Lefebvre. Konsekracja biskupów. 30 czerwca 1988 r. Źródło: PAP / archiwum
Z ks. Davide’em Pagliaranim, przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X rozmawia Wojciech Golonka.

WOJCIECH GOLONKA: 2 lutego br. ogłoszono, że dojdzie do konsekracji biskupich w Bractwie św. Piusa X. Dlaczego ta zapowiedź wzbudziła tak liczne reakcje?

KS. DAVIDE PAGLIARANI: Dotykamy tu niezwykle wrażliwej w życiu Kościoła kwestii, a motywy tej decyzji są obiektywnie bardzo poważne: w grę wchodzi dobro dusz – sprawa najwyższej wagi. Dyskusja, którą wywołał ten komunikat, ma więc – logicznie rzecz ujmując – znaczny zasięg, co jest pozytywne, a opatrznościowo odpowiada bardzo aktualnej potrzebie. W ostatnich latach środowiska konserwatywne i tradycjonalistyczne sprawiały niekiedy wrażenie, że ograniczają się do kręgu komentatorów, którzy formułują analizy oraz wyrażają oczekiwania i frustracje, często uzasadnione, lecz które z trudem przekładają się na realistyczne i konsekwentne stanowiska. W tym kontekście decyzja o konsekracjach okazała się nie tyle kolejną deklaracją, ile znaczącym posunięciem, zmuszającym do uchwycenia rzeczywistej powagi obecnych problemów i do zajęcia konkretnego stanowiska. Nie ma dziś nic pilniejszego. Bractwo, choć tego nie szukało, stało się narzędziem zbawiennego wstrząsu. Opatrznościowo dano nam możliwość przyczynienia się do czegoś, czego Kościół potrzebuje dziś bardziej niż kiedykolwiek, dla swego dobra i odnowy.

Dziś stawką w grze nie są opinia, wrażliwość, preferencja czy niuanse w interpretacji tekstów – chodzi o wiarę i moralność, które katolik musi znać, wyznawać i praktykować, aby zbawić swą duszę i osiągnąć Niebo. Innymi słowy, wobec Wieczności i niebezpieczeństwa utracenia Nieba gadanie, rozprawy i dialog muszą ustąpić miejsca rzeczywistości.

Jakiej rzeczywistości?

Chodzi o konieczność ponownego afirmowania, głoszenia i wyznawania praw Chrystusa Króla nad duszami i nad narodami: trzeba mieć odwagę głosić, że Kościół katolicki jest jedyną arką zbawienia dla każdego człowieka, bez wyjątku; trzeba wierzyć w Odkupienie, w sakramenty, w zniszczenie grzechu; trzeba przypominać ludzkości, że Kościół został ustanowiony, aby wydrzeć dusze z błędu, ze świata, od szatana i od piekła. Trzeba przestać wmawiać tym, którzy żyją na co dzień w grzechu, którzy nawet chwalą się swym grzechem przeciw naturze, że Bóg zawsze i wszędzie wszystko przebacza bez prawdziwego nawrócenia, bez skruchy, bez pokuty, bez wymagania gruntownej zmiany; trzeba bez ogródek uznać, że udział papieża w rytuale ku czci Pachamamy w ogrodach Watykanu jest szaleństwem i skandalem nie do opisania; wreszcie i przede wszystkim trzeba przestać oszukiwać dusze i ludzkość, wmawiając im, że wszystkie religie czczą tego samego Boga pod różnymi imionami. Jednym słowem: trzeba przestać przepraszać świat za to, że próbowano go nawracać, schrystianizować i potępiano błędy na przestrzeni wieków. W tym tragicznym kontekście ktoś musi być w stanie powiedzieć: „Dosyć!” – nie tylko słowami, lecz także konkretnymi czynami.

Wśród krytyków waszej decyzji widnieją konserwatywni kardynałowie krytyczni wobec pontyfikatu papieża Franciszka, jak kard. Gerhard Müller czy kard. Robert Sarah. Jak ksiądz postrzega ich krytykę?

Tego pokroju duchownych dręczy głębszy, typowo współczesny niepokój: nie potrafią pogodzić wymogów wiary z wymogami prawa kanonicznego. Wiara bowiem żąda, aby czynić wszystko, co możliwe, dla jej wyznawania, zachowania i przekazywania. Jednocześnie jeśli interpretuje się prawo dosłownie, abstrahując od obecnych okoliczności, to konsekracja biskupów bez zgody papieża wydaje się niemożliwa. Ci kardynałowie, jak i inni, żyją w rodzaju permanentnej dychotomii, która grozi zniweczeniem ich dobrych intencji: zestawiają te dwa wymogi obok siebie na modłę kartezjańską i czują się jakby zmiażdżeni lub przytłoczeni pozorną sprzecznością.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także