W poszukiwaniu złotego miasta

W poszukiwaniu złotego miasta

Dodano: 
Dziewiczy świat, połączenie majestatu i grozy
Dziewiczy świat, połączenie majestatu i grozy Źródło: FOT. ARCHIWUM AUTORA
Jacek Pałkiewicz || Na tropie największej tajemnicy Inków, legendarnego Paititi, synonimu El Dorado, w czasie świąt Bożego Narodzenia w 2002.

Takiemu jak ja nomadzie, który ponad pół życia spędził z dala od domu, częstokroć trafiały się chwile wyobcowania i przygnębienia. Samotność pastwiła się nade mną szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia, kiedy z dala od bliskich, od solennej i hipnotyzującej atmosfery nachodziły nostalgiczne rozmyślania o wyczekiwaniu na pierwszą gwiazdę na niebie, o choince, kolędach, łamaniu się opłatkiem, wymianie prezentów, wreszcie o składaniu sobie życzeń pojednania i pokoju. Bo to jest wyjątkowa chwila, która przybliża do siebie drugiego człowieka i odnawia więzy między nimi.

Takich turbacji doświadczyłem chyba z pół tuzina, ale największego dyskomfortu zaznałem 20 lat temu, tropiąc największą tajemnicę Inków – ukryte w dżungli amazońskiej legendarne Paititi, synonim El Dorado. To tam ukryte zostały skarby i dorobek kulturowy Inków, eksterminowanych bezlitośnie przez Francisca Pizarra, który z garstką 170 żołnierzy dokonał bezprecedensowego podboju ogromnego imperium ówczesnego świata.

Rozległy dziewiczy region w dorzeczu Rio Madre de Dios, kilkadziesiąt tysięcy kilometrów kwadratowych piekła ochrzczonego imieniem Madonny, szczyci się ponurą sławą, bo pochłonął niejedne zbrojne oddziały hiszpańskie, niezliczonych eksploratorów i romantycznych łowców przygód. Największą tragedią okryła się wyprawa konkwistadora Gonzalo Jiméneza de Quesady, w której zginęło 250 Hiszpanów i prawie 1,5 tys. lokalnych tragarzy. Sensacją było też tajemnicze zaginięcie w 1925 r. płk. Percy’ego Fawcetta. Nieznośny klimat, nieprzyjazna natura, dzikie ostępy, choroby, jadowite węże, malaria i zasadzki wrogich tubylczych plemion – wszystko to sprzymierzyło się ze sobą, aby utrudnić intruzom penetrację tej krainy. Mówi się, że absolutny władca Atahualpa rzucił na goniącą za złotem rzeszę nieustraszonych śmiałków anatemę, przypominającą klątwę faraonów.

Pochłonięta przez zaborczą roślinność forteca złota od kilku stuleci strzeżona jest przez wrogo nastawionych Indian Huapakores, bezpośrednich potomków Inków, rzekomo posiadających do spełnienia posłannictwo ochrony antycznej aglomeracji. Podobno pozostało nie więcej niż kilkadziesiąt rodzin, które unikają kontaktów z białym człowiekiem. Nieznośny klimat, skrajnie surowe, pełne niebezpieczeństw środowisko, choroby i zasadzki nieprzyjaznych Indian zawsze powstrzymywały tu pochód człowieka. Ten, któremu udało się umknąć śmierci, podsycał jeszcze bardziej mit miasta pełnego niewyobrażalnych bogactw.

Ze wzruszeniem zachowuję w pamięci nazwiska tuzów literatury awanturniczo-przygodowych: Stevensona, Londona, Melville’a. Ikony literatury zastępowały mi ewangelię i zachęcały do wędrówki palcem po globusie, mojej młodocianej biblii. Jako chłopiec marzyłem o dalekich podróżach i legendarnych skarbach piratów na zapomnianych wyspach. Temat zaginionych klejnotów zawsze silnie oddziałuje nie tylko na młodzieńczą wyobraźnię. Marzenia o nich ekscytują i dostarczają dreszczu emocji.

Całość dostępna jest w 51/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także