Do katastrofy kolejowej doszło w środę 28 października tuż przed godz. 9:00 czasu lokalnego w pobliżu miejscowości Urda, w prowincji Toledo w Hiszpanii. Dwa pociągi dużych prędkości, należące do różnych przewoźników, zderzyły się na trasie między Madrytem a Andaluzją. Jeden z nich obsługiwany był przez państwowe przedsiębiorstwo Renfe, a drugi przez prywatnego operatora Iryo. Natychmiast wstrzymano ruch na tym odcinku kolei.
Składy poruszały się w przeciwnych kierunkach. Jeden z nich wyruszył rano z Madrytu w kierunku Sewilli. Hiszpańskie media poinformowały, że zdarzenie polegało na uderzeniu jednego pociągu w tył drugiego. Dwa wagony wypadły z torów i spadły z nasypu. Dokładny przebieg tragicznego wypadku będzie przedmiotem dalszych czynności w wykonaniu śledczych. Władze autonomicznej wspólnoty Kastylia-La Mancha uruchomiły regionalny plan reagowania kryzysowego.
Hiszpańska prasa długo przekazywała sprzeczne informacje dotyczące liczby poszkodowanych. Większość mediów podaje, że w katastrofie zginęło co najmniej 69 osób. Wśród ofiar znalazła się 59-letnia Fatima Banez, była minister pracy. Ministerstwo Infrastruktury Hiszpanii poinformowało, że pociągami podróżowały łącznie 543 osoby. Pociąg Renfe przewoził 397 pasażerów, a Iryo — 146, w tym jedno niemowlę. Lekkie obrażenia mogło odnieść nawet 200 osób.
Relacje świadków katastrofy kolejowej w Hiszpanii
– To było jak seria gwałtownych uderzeń, jakby ktoś uderzył w nas samochodem od tyłu. Potem zapanował chaos i nikt nie wiedział, co robić, więc ludzie zaczęli wychodzić z wagonu. Mężczyzna obok nas odniósł obrażenia. Następnie na miejscu zdarzenia pojawiły się karetki pogotowia, strażacy, policja Guardia Civil oraz helikopter. Wszystko działo się niesamowicie szybko – opisał w rozmiowie z dziennikiem "The Telegraph" Jorge Siris, 80-letni emerytowany lekarz z Buenos Aires, który podróżował pociągiem ze swoim 44-letnim synem Juanem z Madrytu do Kordoby, po to, aby zwiedzić słynną Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
– Na szczęście byłem w wagonie numer trzy, blisko końca pociągu. Staliśmy w miejscu przez jakieś 10 minut. Wydawało mi się dziwne, że spiker podał jako powód zatłoczenie linii (...). Potem ruszyliśmy i najpierw poczułem silne hamowanie, a potem uderzyliśmy w coś. Szyna przebiła sufit mojego wagonu. Jeden starszy mężczyzna wydawał się poważnie ranny, ale reszta z nas w zasadzie nic nie odczuła – relacjonował 42-letni David, który wracał do Sewilli po podróży służbowej.
– Uderzenie było brutalne, nastąpiło znikąd. Wylądowałam na podłodze, ale mam szczęście, że nic mi nie jest. Byłam w wagonie numer cztery, mniej więcej w środkowej części pociągu – powiedziała 58-letnia Auxi Guerra z Toledo, która jechała do Sewilli na wakacje.
Czytaj też:
Nawrocki zabrał głos po katastrofie. "Polska opłakuje wraz z narodem hiszpańskim"
