Czysta krew i brudne czyny

Czysta krew i brudne czyny

Dodano: 
Wysocy oficerowie i urzędnicy Generalnej Guberni oglądają pokaz ogierów w stadninie w Białce
Wysocy oficerowie i urzędnicy Generalnej Guberni oglądają pokaz ogierów w stadninie w Białce Źródło: fot. NAC
Z Moniką Luft, dziennikarką, autorką powieści rozmawia Tomasz Zbigniew Zapert.

TOMASZ ZBIGNIEW ZAPERT: Sowieci uznawali konie arabskie za wrogów ludu?

MONIKA LUFT: Zagłada stadnin kresowych była tematem tabu w czasach PRL. Cenzura wycinała wszelkie wzmianki o pożodze, a traktujące o tym dzieła literackie były zakazane. Opisywane niegdyś przez Zofię Kossak-Szczucką, a współcześnie przez Wiesława Helaka sceny napaści na dwory i pałace robią potworne wrażenie. Pod wodzą bolszewickich prowodyrów dokonywano dekapitacji ogierów, palono żywcem klacze ze źrebiętami – ten koszmar trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Wkrótce jednak Sowieci zorientowali się, że konie czystej krwi arabskiej to prestiż i zarobek, zapragnęli zatem je hodować. W 1939 r. zrabowali całe janowskie stado – prócz jednej klaczy i młodych koni, które zagubiły się podczas wcześniejszej ewakuacji. Gdy Janów zajęli Niemcy, doszło do zgodnej współpracy obu okupantów. Do Tierska, dokąd trafiły janowskie araby, Niemcy wysłali polskiego pracownika stadniny, by zidentyfikował ukradzione konie. Chodziło o odtworzenie ich rodowodów. Słynna potem w świecie tierska stadnina stworzyła swą hodowlę w dużej mierze dzięki arabom uprowadzonym z Janowa.

Cały wywiad dostępny jest w 27/2021 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Rozmawiał: Tomasz Zbigniew Zapert
Czytaj także