Szpital w Skarżysku-Kamiennej powołuje się na problemy finansowe i opóźnienia w płatnościach z Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak ustaliła "Rzeczpospolita", z końcem kwietnia część pacjentów chorych na SM straci dostęp do terapii. Chodzi o około 30 osób spośród blisko 70 objętych programem lekowym B.29.
Leczenie ograniczone przez długi i brak płynności
Decyzja szpitala to efekt narastających problemów finansowych. Zadłużenie placówki na koniec 2025 r. wyniosło 138 mln zł, a strata roczna sięgnęła 32 mln zł – aż o 290 proc. więcej niż rok wcześniej. W takich warunkach, jak wskazują lekarze, kredytowanie kosztownych terapii stało się niemożliwe. – Z końcem kwietnia musimy zaprzestać leczenia pacjentów trzema substancjami, mimo że do tej pory mieliśmy cały panel leków stosowanych w SM – mówi "Rz" dr Małgorzata Fudala, kierowniczka oddziału neurologii.
Chodzi o nowoczesne terapie: ozanimod, siponimod i ofatumumab. Problemem okazała się współpraca z hurtownią leków, która – ze względu na zadłużenie szpitala – odmówiła podpisania nowej umowy i zaproponowała sprzedaż wyłącznie za gotówkę. – Jest to jednak ryzykowne ze względów prawnych dla dyrekcji – podkreśla lekarka.
"Nikt nie potrafi powiedzieć, co dalej"
Najbardziej dramatyczne są konsekwencje dla samych chorych. Wielu z nich nie wie, co stanie się z ich leczeniem. – Nikt nie potrafi – albo nie chce – powiedzieć mi, co dalej – mówi Anna Tkaczyk, pacjentka z SM. – Dyrekcja po prostu mnie ignoruje i nie odpisuje na maile. NFZ twierdzi, że przygląda się sprawie. Jak dodaje, nie otrzymała żadnej oficjalnej informacji o dalszych krokach. – Nie wiem, czy mam szukać nowej placówki na własną rękę, czy ktoś mnie gdzieś przeniesie.
Ograniczenie programu oznacza realne utrudnienia w dostępie do terapii. Najbliższe ośrodki znajdują się nawet 30–50 kilometrów od Skarżyska-Kamiennej. – Zamknięcie części programu uderza w pacjentów z naszego terenu, realnie ogranicza ich dostęp do leczenia – zaznacza dr Fudala. Lekarka podkreśla, że w przypadku SM leczenie musi być indywidualnie dobrane.
"To precedens"
Lekarze nie mają wątpliwości – sytuacja ze Skarżyska może być początkiem szerszego problemu. – To precedens, że publiczny szpital nie jest w stanie zapewnić świadczenia gwarantowanego – ocenia dr Fudala. Wskazuje przy tym na opóźnienia w płatnościach z NFZ, które – jak twierdzi – sięgały nawet pół roku. To zmuszało placówkę do kredytowania terapii i pogłębiało spiralę zadłużenia.
Narodowy Fundusz Zdrowia odpiera zarzuty twierdząc, że wszelkie należności były płacone na bieżąco do wartości kontraktu.
Czytaj też:
Cięcia w NFZ. Wiceminister "zdegustowana" krytyką ZandbergaCzytaj też:
Liberalizacja prawa aborcyjnego w Polsce? KO zapowiada powrót do tematu
