Powiedzmy, że polskiej.
Tego romantycznego wierszokletę na nieszczęście upodobał sobie będzie przed stu laty niejaki Józef Piłsudski, dość zgodnie przez nasz naród – naturalnie poza Rafałem A. Ziemkiewiczem – uważany za ojca założyciela nowoczesnej polskiej państwowości, genialnego polityka i wodza. Miał on ten zwyczaj, że ze Słowackim i wstawał, i kładł się spać. Ściągnął poetyckie truchło do kraju, pochował je na Wawelu i orzekł, że twórca „Beniowskiego” królom był równy. Zależy którym. W każdym razie przez lata wbijano naszej dziatwie do głów, że Juliusz Słowacki wielkim poetą był, i choć racjonalnie myślący autor „Ferdydurke” obśmiał tę diagnozę, to zakorzeniła się ona między Bugiem aOdrą. Rozumiałbym jeszcze, że nad Ikwą czy Wilią. Ale w Polsce Centralnej?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
