W dziejach Polski nie brak postaci mocno zmitologizowanych. Z pewnością w tym gronie jest Roman Dmowski. W III Rzeczypospolitej dorobek jednego z ojców polskiej niepodległości stanowi przedmiot gorących sporów. Tyle że więcej one mówią o ich uczestnikach niż o samym Dmowskim. A to dlatego, że na spory te nakładają się również konflikty dotyczące bieżącej polskiej polityki, które nabierają cech wręcz rytualnych.
I tak prawicowi apologeci dziedzictwa Dmowskiego próbują wprząc jego nacjonalizm w swoje argumenty za odrzuceniem modelu państwa wielokulturowego, czyli – w obecnych warunkach – przeciwko masowej imigracji z Ukrainy i krajów muzułmańskich. Z kolei lewicowi antagoniści tego, co zostawił po sobie współzałożyciel i lider Narodowej Demokracji, portretują go jako głównego teoretyka ksenofobicznych ciągot do prawicowego ujednolicania społeczeństwa polskiego kosztem praw mniejszości etnicznych, religijnych, seksualnych (przywołują, niczym zaklęcie, późnoendecką koncepcję „katolickiego państwa narodu polskiego”).
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
