Z nieoficjalnych informacji Radia Eska wynika, że Ihor M., Ukrainiec, który w Jarosławiu zaatakował i zadźgał nożem księdza, a także zranił cztery inne osoby, miał być wcześniej żołnierzem Ukrainy i walczyć na froncie z Rosją.
Wobec ataku, do którego doszło w podkarpackiej miejscowości politycy Konfederacji ponowili wyrażany wielokrotnie apel, żeby nie wpuszczać do Polski osób, które walczyły na wojnie, ponieważ będą one stwarzały niebezpieczeństwo dla obywateli polskich.
Usiądek ostrzega po raz kolejny: Nie wpuszczać do Polski weteranów wojennych z Ukrainy
"[...] Człowiek z doświadczeniem frontowym poczuł zew krwi po tym, jak zwrócono mu uwagę, że osoby postronne nie mogą przebywać na terenie klasztoru" – napisał Usiądek, przypominając okoliczności zdarzenia, o których piszą media.
"Służby ostrzegały w swoich analizach przed zdemobilizowanymi weteranami tej wojny. Wojny, która zawsze wynaturza człowieka, która zostawia krwawą ranę na umyśle. Tacy ludzie są zwyczajnie niebezpieczni, o czym niestety przekonali się nasi rodacy w Jarosławiu" – zwrócił uwagę.
"Musimy z tej tragedii wyciągnąć wnioski. Polska nie może stać się miejscem otwartym dla weteranów wojennych z Ukrainy. Nie możemy pozwolić na to, aby takie sytuacje mogły się powtórzyć. W Warszawie właśnie otwiera się pierwszy w Europie ośrodek ukraińskiego Korpusu Weteranów. Nie możemy na to pozwolić!" – podkreślił Usiądek.
Z kolei europoseł Sławomir Tyszka skierował do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen pytanie w sprawie zamknięcia strefy Schengen dla ukraińskich weteranów. "Po tragedii w Jarosławiu nie możemy czekać, aż wojna się skończy, a weterani rozjadą się po Europie" – podkreślił.
Nieoficjalnie: Polskiego księdza zadźgał były żołnierz
Po morderstwie w Jarosławiu w części mediów niemal natychmiast uruchomiona została narracja, że odpowiedzialność za to, co stało się w Jarosławiu mogą ponosić rosyjskie służby specjalne.
Tymczasem, jak wspomnieliśmy, Eska poinformowała, że zabójca miał posiadać ukraiński i niemiecki paszport, a także polski numer PESEL. W noc poprzedzającą atak przyjechał do Polski z Niemiec, a rano kierował się w stronę Ukrainy. Do przekroczenia granicy jednak nie doszło
– 31-letni Ihor M. miał w przeszłości służyć w ukraińskiej armii. Według naszych ustaleń mężczyzna miał również walczyć na froncie w Ukrainie – pisze portal rozgłośni, powołując się na ustalenia reporterów stacji. Eska zaznacza, że prokuratura na razie nie potwierdziła tych informacji.
Czytaj też:
Atak Ukraińca w Jarosławiu. Braun: Polska nie może importować przestępczości Czytaj też:
Ukrainiec zaatakował Polaków w Jarosławiu. Tak zareagował Zełenski
