Nieoficjalne ustalenia Radia Eska wskazują, że obywatel Ukrainy, który w Jarosławiu zadźgał 30-centymetrowym nożem księdza i zranił cztery inne osoby, jest weteranem wojennym.
Nieoficjalnie: Ihor M. był żołnierzem Ukrainy. Walczył na froncie
Po morderstwie w Jarosławiu w części mediów niemal natychmiast uruchomiona została narracja, że odpowiedzialność za to, co stało się w Jarosławiu mogą ponosić rosyjskie służby specjalne.
Tymczasem Eska poinformowała, że zabójca miał posiadać ukraiński i niemiecki paszport, a także polski numer PESEL. W noc poprzedzającą atak przyjechał do Polski z Niemiec, a rano kierował się w stronę Ukrainy. Do przekroczenia granicy jednak nie doszło
– 31-letni Ihor M. miał w przeszłości służyć w ukraińskiej armii. Według naszych ustaleń mężczyzna miał również walczyć na froncie w Ukrainie – pisze portal rozgłośni, powołując się na ustalenia reporterów stacji. Eska zaznacza, że prokuratura na razie nie potwierdziła tych informacji.
Ukrainiec jest podejrzany o zabójstwo, usiłowanie zabójstwa oraz spowodowanie ciężkich obrażeń ciała. Takie zarzuty ma usłyszeć. Na ten moment jest hospitalizowany.
Śledczy ustalają, w jaki sposób trafił na teren opactwa oraz jakie były motywy jego działania. Wiadomo, że nóż, którym zaatakował, został zabrany z klasztornej kuchni. Od zatrzymanego pobrano krew do badań na obecność alkoholu i narkotyków.
Atak Ukraińca w Jarosławiu
W czwartek (24 września) na ul. Benedyktyńskiej w Jarosławiu na Podkarpaciu 31-letni mężczyzna ranił nożem trzech księży i dwie osoby świeckie. Jeden z duchownych zmarł. Sprawca został zatrzymany na miejscu zdarzenia.
Do napaści doszło przed mszą św. w kościele św. Mikołaja i św. Stanisława Biskupa na terenie opactwa sióstr benedyktynek.
Czytaj też:
Atak Ukraińca w Jarosławiu. Braun: Polska nie może importować przestępczości Czytaj też:
Leśkiewicz uderza w rząd po ataku Ukraińca. "Jak mogą spojrzeć na siebie w lustrze?" Czytaj też:
Tej grupy Ukraińców nie wolno po rozejmie wpuścić do Polski. Tumanowicz ostrzega
