W kilku miastach zachodniej Ukrainy tegoroczne obchody Dnia Obrońców i Obrończyń Ukrainy, przypadającego 1 października, silnie nawiązały do zbrodniczych formacji – Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Pochód banderowców w Dzień Obrońców Ukrainy
Demonstranci nie kryli się ze swoimi poglądami i tożsamością między innymi w Kołomyi w obwodzie iwanofrankiwskim. Jak podał ukraiński publiczny nadawca Suspilne, wieczorem ulicami miasta przeszedł marsz z pochodniami, zakończony rozpaleniem "Watry sławy". Wydarzenie zorganizowano z okazji Dnia Obrońców Ukrainy, święta Kozactwa i Pokrowy, ale również w związku ze zbliżającą się rocznicą utworzenia UPA.
Marsz ruszył spod pomnika Stepana Bandery, gdzie najpierw odprawiono nabożeństwo za poległych. Następnie uczestnicy przeszli ulicami miasta. W marszu brali udział m.in. członkowie organizacji "Tryzub", skauci, przedstawiciele miejscowego bractwa OUN-UPA, weterani oraz rodziny zabitych w wojnie żołnierzy.
Maszerujący nieśli pochodnie i skandowali: "Sława Ukrainie", "Herojam sława" czy "Bandera – nasz bohater, Pokrowa – nasze święto". Organizator wydarzenia mówił Suspilne, że tradycja takich marszów w Kołomyi sięga 1991 roku.
Merz przyjechał wspierać kontynuację wojny. "Przegapił ten uroczy festiwal"
Do wydarzenia odniosła się ukraińska historyk prof. Marta Hawryszko. "Bandera, Szuchewycz, pochodnie. Tak Kolomyja w ukraińskim obwodzie iwanofrankiwskim uczciła Dzień Obrońców Ukrainy z wielką pompą" – napisała na X.
"Przez rysowanie dość problematycznych paraleli między dzisiejszą ukraińską armią a OUN i UPA, kojarzonymi ze współpracą z nazistowskimi Niemcami podczas Holokaustu i czystkami etnicznymi wobec Polaków na Wołyniu" – przypomniała.
"Szkoda, że pan Merz przyjechał do Ukrainy dopiero dziś i przegapił ten uroczy festiwal z faszystowskimi wibracjami. Jakie niefortunne wyczucie czasu" – skonstatowała Hawryszko.
Czytaj też:
"Czemu nie obalicie reżimu?". Ukraińska historyk wskazuje filary władzy Zełenskiego Czytaj też:
Ukraińcy za pokojem
