Koalicjant uderza w Pełczyńską-Nałęcz. "Nie dało się z nią współpracować"

Koalicjant uderza w Pełczyńską-Nałęcz. "Nie dało się z nią współpracować"

Dodano: 
Była minister funduszy i polityki społecznej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Była minister funduszy i polityki społecznej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz Źródło: PAP / Piotr Nowak
Władysław Kosiniak-Kamysz zarzucił Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz, że nikt nie chciał pracować w ministerstwie, którym zarządzała.

– Podjąłem decyzję, po rozmowie z marszałkiem Szymon Hołownią, że chciałem zaproponować panią Agnieszkę Bartol na nową minister funduszy i polityki regionalnej – poinformował we wtorek przed rozpoczęciem posiedzenia rządu premier Donald Tusk.

Pełczyńska-Nałęcz odeszła z rządu premiera Tuska

W miniony czwartek Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej, ogłosiła na platformie X, że rezygnuje z zasiadania w rządzie i z funkcji przewodniczącej Polski 2050.

Decyzja miała związek z głosowaniem w Sejmie dotyczącym zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Posłowie Polski 2050 podzielili się w tym głosowaniu.

Kosiniak-Kamysz uderza w Pełczyńską-Nałęcz

O Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz był pytany w środę w TVN24 Władysław Kosiniak-Kamysz, szef MON, wicepremier i prezes PSL.

– Nikt nie ma tylu doświadczeń z premierem Tuskiem jako koalicjant i jako minister – oczywiście nie mówię o ministrach z Platformy – ile mam ja. Ja nie mam takiego wrażenia o "przemocowej kulturze zarządzania" w rządzie. Ja się dogaduję – powiedział.

Władysław Kosiniak-Kamysz dodał, że "proszę zapytać, dlaczego pan minister Wojnarowski, dlaczego pan minister Karnowski, dlaczego wiceminister z Lewicy, pani Sikora, nikt nie chciał tam pracować". – Nikt nie chciał być w tym ministerstwie, nie mieli tam kompletnie nic do powiedzenia – stwierdził.

Prezes PSL przypomniał, że kiedyś musiał interweniować.

– Chciałem (zabrać) mojego wiceministra, pana ministra Wojnarowskiego, na spotkanie w Kielcach, na które ja jechałem, gdzie była też mowa o środkach europejskich i o roli rozwoju regionalnego. Musiałem prosić Szymona Hołownię, żeby interweniował u pani minister, bo nie można wypuścić z wicepremierem – tłumaczył.

Szef MON dopytywał "to kto zarządzał w taki sposób, że nie da się współpracować?".

– Nie dało się współpracować z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. (…) Jedyny Jacek Karnowski wytrzymał, bo chyba musiał. Ale jak go widziałem każdego dnia w Sejmie i się pytałem „jak się masz”, to uważał to za szyderstwo z niego – powiedział.

Czytaj też:
"To pozostanie tajemnicą". Nowa minister zabrała głos
Czytaj też:
Hołownia oskarża Pełczyńską-Nałęcz. "Mierzalne szkody"

Źródło: DoRzeczy.pl / tvn24.pl
Czytaj także