Elżbieta Glapiak: Według niektórych prognoz – np. Morgana Stanleya – wzrost PKB w Polsce może sięgnąć w roku 2017 nawet 4,1 proc. Czy mimo zwiększonych wydatków publicznych uda się dzięki temu obniżyć deficyt finansów publicznych poniżej 2 proc. PKB?
Stanisław Gomułka: Prognoza Morgana Stanleya jest chyba nazbyt optymistyczna. Według prognozy MFW z dnia 17 lipca tego roku, wzrost PKB wyniesie 3,6 proc. w 2017 oraz 3,3 proc. w 2018 roku. W mojej ocenie wzrost PKB w br. będzie w przedziale 3,5-4,0 proc. Dużo zależy od inwestycji publicznych oraz od eksportu netto. W obu tych kategoriach mamy dużo niepewności. Zakładam duży wzrost inwestycji publicznych, ale mniej więcej zerowy lub nawet ujemny wkład eksportu netto, bo bariery po stronie podaży, na które duży wpływ będą miały kłopoty z pracownikami i wysoki stopień wykorzystania mocy wytwórczych, będą stymulować import. Według wspomnianej prognozy MFW deficyt sektora liczony wg metodologii Eurostatu wyniesie 2,9 proc. PKB, czyli wg metodologii polskiej około 2,6 proc. PKB/ Wicepremier Morawiecki kilka dni temu powiedział, że oczekuje, iż deficyt wyniesie poniżej 50 mld zł., czyli poniżej 2,56 proc. PKB.
- Rząd realizuje obietnice przedwyborcze, ale dzięki temu rosną wydatki budżetowe. Jakie są szanse na ich sfinansowanie w kolejnych latach? Z roku na rok bowiem np. wydatki na program 500+, czy finansowe skutki obniżenia wieku emerytalnego będą coraz większe.
SG: Bardzo wiele zależy od efektu „uszczelniania” systemu podatkowego. Dzięki temu jednak – w najlepszym wypadku sfinansować – może zostać sfinansowany koszt, wynikający z konsekwencji obniżenia wieku emerytalnego. Przy obecnym tempie rozwoju gospodarczego powinniśmy mieć nadwyżkę budżetową lub najwyżej deficyt w pobliżu 1 proc. PKB. Tymczasem prognozowany przez rząd w roku 2018 deficyt ma być w pobliżu 3 proc. PKB, czyli zamiast poprawy mamy mieć pogorszenie stanu finansów publicznych. Ten stan rzeczy jest i tak dużo lepszy niż byłby, gdyby rząd wprowadził wszystkie swoje obietnice wyborcze już w roku 2016. Wprowadził tylko program 500+. Dużą pomocą w latach 2016 i 2017 były i są dotąd nadzwyczajne dochody, sięgające w sumie blisko 30 mld zł. W latach po roku 2019 oczekuję tempa wzrostu w przedziale 1-3 proc., a nie 3-4 proc. Ponadto skutki obniżenia wieku emerytalnego będą istotnie coraz większe.
- Czy rząd powinien dążyć do zrównoważenia budżetu państwa, jakie są na to szanse?
SG: Jeśli chcemy utrzymać deficyt strukturalny sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. także w czasie silnego spowolnienia lub recesji, to oczywiście powinniśmy dążyć do niemal zrównoważenia budżetu państwa w warunkach umiarkowanie wysokiego tempa rozwoju. W okresie transformacji deficyt sektora wynosił średnio około 4 proc. PKB. Potrzebna jest zatem polityka fiskalna która zmniejszy ten średni deficyt o przynajmniej 3 pp. W tej chwili szanse na to są bliskie zero.
- Czy w ramach szukania oszczędności należałoby przejrzeć wydatki sztywne i tam poszukać finansowania dla wprowadzanych przez rząd zmian?
Wydatki sztywne są w Polsce wyjątkowo duże, bo sięgają około trzech czwartych wszystkich wydatków publicznych, które mają wynieść w roku 2017 42,6 proc. PKB, czyli około 830 mld zł. Zatem wydatki sztywne to około 622 mld zł, a wydatki elastyczne to 208 mld zł. Poprawić wynik finansów publicznych o 3 proc. PKB, czyli około 60 mld zł, można przez jakąś kombinację wyższych dochodów, m. in. przez uszczelnianie, oraz niższych wydatków, m. in. wydatków sztywnych.
- Jak ocenia Pan stan Polskiej gospodarki w kolejnych latach?
SG: Na to pytanie wolałbym nie odpowiadać.
