W niedzielnym referendum z urzędu prezydenta Krakowa odwołany został Aleksander Miszalski (KO). Za odwołaniem go zagłosowało 171 581 mieszkańców. Rada Miasta Krakowa nie została odwołana z powodu braku wystarczającej frekwencji.
Opozycja nie ukrywa, że porażka Koalicji Obywatelskiej w Krakowie może być początkiem ofensywy referendalnej, aby odwołać prezydentów związanych z KO.
– To jest początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę i zakończy się odejściem samego Donalda Tuska – mówił w poniedziałek (25 maja) poseł PiS Przemysław Czarnek. Polityk nazwał Miszalskiego "krakowskim Tuskiem".
Do czasu wyłonienia nowego prezydenta Krakowa miastem będzie zarządzał komisarz, którego wkrótce powoła premier. Do czasu ustanowienia komisarza miastem zarządza m.in. sekretarz. Antoni Fryczek zapewnia, że urząd działa normalnie i będzie starał się, aby mieszkańcy tej sytuacji w ogóle nie odczuli.
Referendum w Krakowie. Prof. Flis o politycznych konsekwencjach odwołania Miszalskiego
O tym, czy przegrana prezydenta Krakowa może przełożyć się na sytuację obozu rządzącego i będzie miała konsekwencje w innych miastach, mówił w TVN24 prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– Moim zdaniem to jest wielki kubeł zimnej wody dla obozu rządzącego. Teraz zobaczymy, czy to po nich spłynie i będą powtarzać te same błędy, czy też jednak uznają, że coś trzeba zrobić inaczej, bo sytuacja nie jest różowa – powiedział.
Zwrócił uwagę, że przeliczenie obecnych sondaży oznacza utratę władzy przez koalicję pod wodzą premiera Donalda Tuska. – Nie znam takiego sondażu w Polsce, kiedy w ciągu ostatniego pół roku, trzech miesięcy notowania rządzących poszły w górę – podkreślił prof. Flis.
Zaznaczył jednocześnie, że porażka KO w Krakowie nie musi oznaczać lawiny. Jak dodał, "poważnym sygnałem" byłyby przedterminowe wybory i zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości.
Czytaj też:
Referendum pogrążyło Miszalskiego. Tak pożegnał się z Krakowianami
