RADOSŁAW WOJTAS: Pierwszą transakcję w realnym świecie z użyciem bitcoina wykonano w maju 2010 r. Programista z Florydy zapłacił za dwie pizze 10 tys. bitcoinów. Wtedy były one warte ok. 40 dol. Dzisiaj – grubo ponad 800 mln dol. Co napędziło kurs do tak niebotycznych rozmiarów?
BENEDYKT KOZICKI: Trudno wskazać jedną przyczynę, ale fundament jest prosty, czysto ekonomiczny – popyt na to aktywo. Bitcoin ma ściśle ograniczoną podaż. W jego kodzie zapisano, że nigdy nie powstanie więcej niż 21 mln jednostek. Nowych bitcoinów przybywa coraz wolniej, a ok. roku 2140 przestaną powstawać całkowicie. To kluczowe: jest on dobrem rzadkim, a co za tym idzie, jest dezinflacyjny. Ludzie chcieli go kupować i to pchało cenę w górę.
Motywacje do zakupu bywają skrajnie różne. Tradycyjne aktywa, takie jak złoto, są dla inwestorów czytelne: od setek, a wręcz tysięcy lat mają określoną wartość, dają stabilność. Z bitcoinem jest inaczej – każda osoba może w nim widzieć coś innego. Dla jednych to narzędzie do czystej spekulacji, szansa na szybki zarobek, ze świadomością, że wciąż są to instrumenty wiążące się z olbrzymim ryzykiem. Z kolei dla innych, zwłaszcza w państwach z niestabilną, podatną na ogromną inflację walutą fiducjarną, bitcoin stał się bezpieczną przystanią. Ludzie uciekają do niego przed utratą siły nabywczej swoich pieniędzy. Jest jeszcze aspekt czysto logistyczny. Bitcoin to wyjątkowo łatwy w przechowywaniu magazyn wartości. Kryptowaluty nie mają fizycznej reprezentacji, wartość rzędu miliardów dolarów można przewieźć na małym, sprzętowym portfelu wyglądającym jak pendrive, a do tego można ją przesłać przez Internet w dowolne miejsce na świecie w kilka chwil.
KACPER ZAGAŁA: Należy dodać, że bitcoin wyraźnie różni się od tysięcy innych kryptowalut itechnologicznych nowinek opartych na technologii blockchain. On daje największe w tym środowisku poczucie bezpieczeństwa. Ludzie inwestowali w niego z różnych pobudek, czasami traktując go po prostu jak ciekawostkę. W historii nie brakowało spektakularnych baniek finansowych, w które tłumy chętnie się angażowały. Jednak to, że kryptowaluty zyskały na znaczeniu w dobie galopującego postępu technologicznego, nie powinno w ujęciu ogólnym specjalnie dziwić.
R.W.: Czym są kryptowaluty? Jaka idea stała za ich stworzeniem i czy są one dzisiaj tym, czym miały się stać?
K.Z.: Fundamentem jest technologia blockchain, czyli łańcuch bloków. W dużym skrócie: wszelkie działania i transakcje zapisywane w tej sieci zawierają informacje nie tylko o swoim własnym stanie, lecz także odwołują się do wszystkich poprzednich operacji. Daje to możliwość prześledzenia pełnej historii i zapewnia transparentność. Pierwotnym celem było odejście od scentralizowanej kontroli finansowej. Chciano wyeliminować pośredników – głównie wielkie banki i instytucje państwowe, a w przypadku bardziej skomplikowanych kontraktów nawet notariuszy. Kryptowaluty miały dawać własność całkowitą. Ktoś, kto dysponuje prywatnym kluczem dostępowym, jest pełnoprawnym właścicielem swoich środków. Nie potrzebujemy instytucji zaufania publicznego, by te środki wymieniać.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
