Zachodnia „tarcza” Polaków. Niemcy nie mieli dla tych ludów litości
  • Leszek LubickiAutor:Leszek Lubicki

Zachodnia „tarcza” Polaków. Niemcy nie mieli dla tych ludów litości

Dodano: 7

Nawet na książęcym dworze mamy taki przykład. Władysław Herman pierwszy swój ślub wziął w obrządku słowiańskim. Trudno też przypuszczać, aby sam książę Mieszko tak od razu stał się żarliwym chrześcijaninem, choć oczywiście wykluczyć nie można, że poczuł doświadczenie wiary. Niemniej na „papierze” stało, że jest ochrzczony i tym samym przynależy do cywilizacji zachodniej. Co prawda nie chroniło to nas automatycznie od walk z odwiecznym niemieckim wrogiem, ale było im już trudniej uzasadniać ekspansję na nasze ziemie. Mogli podobnie postąpić także i zachodni Słowianie - zjednoczyć się pod jednym władcą i ochrzcić. Nie chcieli tego uczynić. Wielka szkoda, bo być może teraz Berlin byłby słowiański. Trudno im się zresztą dziwić stawianiu oporu, gdyż na własnej skórze odczuwali często do czego nowa wiara w wydaniu germańskim jest zdolna.

Zapewne było tak jak na obrazie Gersona – rozmodlony biskup i wojowie uzbrojeni po zęby tną i biorą w niewolę kogo popadnie. Dlatego Słowianie, zarówno ci za Odrą, jak i na terenach polskich mogli myśleć tak, jak pisał J.I. Kraszewski w powieści „Lubonie”. „Tam na Pomorzu przychodził jeden z nowym bogiem do nich, to go zabili... i dobrze zrobili, dobrze! Nasza ziemia do naszych bogów należy, a cudzy tu nie będą panowali, nigdy! Posyłają przodem swojego boga, aby im ziemie zawojował, a z nas niewolniki uczynił!”. Dlatego opór ich by silny, a Niemcy odpuścić nie chcieli. Ten ich Drang nach Osten był szczególnie dziełem margrabiów wschodnich i trwał jeszcze długo po czasach Chrobrego.

Jan Matejko, „Koronacja pierwszego króla R.P. 1001”, (1889 rok), z cyklu „Dzieje cywilizacji w Polsce”, olej/deska dębowa; wymiary: 79 x 105 cm, wł. Muzeum Narodowe w Warszawie, na ekspozycji Zamek Królewski w Warszawie. Fragment obrazu

Taki margrabia Albrecht Niedźwiedź ponad stulecie po naszym Bolesławie sprawił – jak pisze Paweł Jasienica – „że zniemczyła się słowiańska ziemia, na której leży Berlin. Goryszy od niego był tylko jeden – współcześnie, lecz dalej ku północy działający margrabia Henryk Lew, kat Obodorzyców, okrutnik nawet na owe czasy zupełnie wyjątkowy. Jego właśnie Adolf Hitler uznał za sztandarową postać, za coś w rodzaju patrona swojej partii”.

Po chrzcie pierwszym naszym władcom nie wypadało stawać po stronie pogan, dlatego Mieszko i syn jego czasami Niemców wspomagał. Marek Barański: „Kontynuując politykę swego ojca, wysłał on w 992 r. wojska na pomoc Niemcom atakującym Wieletów, a w 995 r. sam wziął udział w wyprawie połabskiej. Współpracując z Niemcami, mógł liczyć na rozszerzenie polskiej strefy wpływów na Połabiu”.

Były to działania mające na celu zbliżenie się do Świętego Cesarstwa Rzymskiego i przez to wytłumaczalne. Idziemy nawracać, a przy tym coś ugramy dla siebie. Wówczas norma. Niemcy natomiast traktowali ich w zależności od aktualnych potrzeb. Cesarzowi nie przeszkadzało jak była konieczność zbratać się z poganami dla własnych celów. Tak było w 1004 r., kiedy Chrobry w wyniku wojny z Niemcami wspartymi Wieletami stracił świeże nabytki Milsko i Łużyce, choć później na pewien czas odzyskane, to przecież „ich trwałe złączenie z Polską mogło mieć poważny wpływ na dzieje Słowiańszczyzny Zachodniej” - zauważa Gerard Labuda. Sami sobie wówczas strzelali w stopę. Ale o tym raczej nie myśleli wówczas. Mieli wiele rachunków do wyrównania z pierwszymi Piastami. Ten sojusz Niemców z pogańskimi Słowianami przeciwko Polsce trwał lat kilkanaście.

Najbardziej znamienny jednak przykład to rok 1017 i bohaterska obrona Niemczy przez nieliczne polskie wojsko. Andrzej Nowak: „Woje ochrzczonej dopiero 50 lat wcześniej Polski, stawali skutecznie czoła poganom, którymi dowodził cesarz – świeckie ramię chrześcijańskiego porządku na ziemi”. Niemiecki biskup katolicki, ale również i kronikarz Thietmar, choć nie lubił bardzo Polaków, to jednak uważał za stosowne zapisać te słowa z nieukrywanym podziwem: „Cesarz nakazał naszym zbudować różnego rodzaju machiny oblężnicze, wnet atoli ukazały się bardzo podobne do nich u przeciwnika. Nigdy nie słyszałem o oblężonych, którzy by z większą od nich wytrwałością i bardziej przezorną zaradnością zabiegali o swoją obronę. Naprzeciw poganwznieśli krzyż święty w nadziei, iż pokonają ich z jego pomocą. Gdy zdarzyło im się coś pomyślnego, nie wykrzykiwali nigdy z radości, ale i niepowodzenia również nie ujawniali przez wylewne skargi”.

Czytaj też:
Wielka ucieczka małego księcia. Przyszły król Polski cudem przeżył ten atak

Już w 1008 roku niemiecki biskup, późniejszy święty, Brunon z Kwerfurtu, napisał „List do cesarza Henryka II”, w którym ostro potępił tego władcę, wprost karcił go za bratanie się z poganami. „Czy godzi się prześladować lud chrześcijański [Polaków], a żyć w przyjaźni z pogańskim”?Na tym przykładzie jasno widać, że Niemcom nie chodziło o szerzenie wiary chrześcijańskiej, tylko jak to zazwyczaj bywa, o wpływy i władzę, a jak strach ich ogarnął od Bolesława potęgi, to mogli sprzymierzyć się nawet z samym diabłem. Dla przypomnienia – tenże Henryk II został później świętym. Pierwsi polscy władcy przyjęli taką właśnie drogę budowy naszej państwowości - aby zachód nie zarzucił nam, gdy ledwo żeśmy weszli w ten krąg cywilizacji - nielojalności. Współpracowaliśmy z cesarstwem na szczeblu władzy, jednocześnie chroniąc, jak zauważył Gall Anonim, „starodawną wolność Polski”. Niestety, tak nie postąpili zachodni Słowianie.

„Zagłada Słowian Połabskich - pisał Paweł Jasienica - oraz większości ludów bałtyckich jest tragedią, której rozmiarów stanowczo nie doceniamy. Chodzi o poważniejsze rzeczy niż ochrona Polski od zachodu.... Kultura kontynentu została zubożona, dorobek powszechny zmniejszony. (…) Doprawdy śmieszne nieporozumienie i dowód zaściankowego sposobu myślenia zarzucać średniowiecznej Polsce, że nie dała pomocy pobratymcom. Ależ oni sami odcięli się zarówno od tej pomocy, jak od wielu cenniejszych desek ocalenia. Istota zła polegała na tym, że ludy te nie przyłączyły się do wspólnych dziejów Europy. (…) Dobrowolne przystąpienie do powszechności ściągało trudne dobro, odcinanie się od niej – pewną zagładę”. I jak tu na tym smutnym przykładzie zaprzeczyć mądrym słowom twierdzącym, że „historia jest nauczycielką życia”? Uczmy się zatem studiując dzieje naszych praojców.

Wojciech Gerson, „Opłakane apostolstwo”, 1866 rok, olej/płótno; wymiary: 290 x 460 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie.

Wojciech Gerson, „Bez ziemi. Pomorzanie wyparci przez Niemców na wyspy Bałtyku”, 1888 rok, olej/płótno; wymiary: 114,5 x 207 cm, Muzeum Narodowe w Szczecinie.

+
 7
Czytaj także