Hipoteza o wybuchach "zbyt słabo poparta dowodami". Mocny list byłych członków podkomisji smoleńskiej

Hipoteza o wybuchach "zbyt słabo poparta dowodami". Mocny list byłych członków podkomisji smoleńskiej

Dodano: 36
Posiedzenie podkomisji smoleńskiej
Posiedzenie podkomisji smoleńskiej
"Zarówno raport końcowy, jak i film - załącznik do niego, w wielu kluczowych miejscach zawierają przekaz daleko wykraczający poza dostępny materiał dowodowy i cechują się zbyt dowolną interpretacją tegoż materiału" – piszą autorzy listu otwartego do rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej zarzucając Antoniemu Macierewiczowi "odgórne i celowe" ograniczanie ilości i charakteru weryfikowanych hipotez badawczych.

Autorami listu są Marek Dąbrowski, kmdr rez. nawigator dr Wiesław Chrzanowski oraz kmdr rez. nawigator pil. Kazimierz Grono. Dąbrowski i Chrzanowski zostali na wniosek Antoniego Macierewicza odwołani ze składu sejmowej podkomisji smoleńskiej na początku maja. Potem obaj wydali zaskakujące oświadczenie, w którym ujawnili, że nie wyrazili zgody na umieszczenie ich podpisów pod raportem dotyczącym przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Trzeci z autorów listu - Kazimierz Grono, w geście solidarności przeciwko usunięciu Chrzanowskiego i Dąbrowskiego, zrezygnował z zasiadania w podkomisji.

W liście otwartym skierowanym do rodzin ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku autorzy wskazują na nieprawidłowości w pracach komisji kierowanej przez Antoniego Macierewicza.

Hipoteza o wybuchu budzi zbyt dużo wątpliwości

Podstawowym przesłaniem listu jest stwierdzenie, że forsowana przez Antoniego Macierewicza teza o wybuchu na pokładzie prezydenckiego Tupolewa budzi zbyt wiele wątpliwości. O ile autorzy listy zaznaczają, że nie da się ponad wszelką wątpliwość wykluczyć "aktu terroru" w wydarzeniu z 10 kwietnia 2010 roku, o tyle teza o wybuchach nie ma solidnego poparcia w dowodach.

"Jeszcze od czasu, gdy współpracowaliśmy jako eksperci z Zespołem Parlamentarnym, konsekwentnie stoimy na stanowisku, że absolutnie nie można wykluczyć, iż w Smoleńsku miał miejsce akt terroru. Jednak, aby przy obecnym dostępie strony polskiej do materiału dowodowego uprawdopodobnić hipotezę o zamachu na polską delegację, trzeba znacznie więcej, niż zaprezentowała Podkomisja wśród tzw. materiałów i załączników do raportu końcowego" – piszą autorzy listu.

"Instytucja ta w zasadzie ograniczyła swoje wnioski do poczynionej na wyrost próby potwierdzenia narracji, prezentowanej jeszcze przed jej powstaniem przez A. Macierewicza, jak również przez inne, pojedyncze osoby, które ostatecznie weszły w jej skład" – piszą dalej byli członkowie podkomisji smoleńskiej.

Dalej autorzy opisują podstawowe założenia tezy o wybuchach w skrzydle prezydenckiego samolotu.

"Zgodnie z tym przekazem, Tu-154M w Smoleńsku, znajdujący się na wysokości, na której nie miał możliwości, aby uderzyć w brzozę, został zniszczony wskutek kilku eksplozji materiałów wybuchowych: pierwszej w lewym skrzydle, a ostatniej - w kadłubie. Należy zaznaczyć, że były członek Podkomisji, Glenn Jorgensen jest tym, który jako pierwszy zaprezentował na Konferencjach Smoleńskich zręby jednej, wspólnej hipotezy, obejmującej: utratę końcówki skrzydła wskutek eksplozji liniowego ładunku wybuchowego zanim samolot minął brzozę na działce Nikołaja Bodina, oraz możliwość zastosowania sztucznej mgły i przelot maszyny na tyle wysoko, że nie miała ona kontaktu z drzewami. Po wprowadzeniu niewielkich poprawek funkcjonuje ona po dziś dzień jako podstawowy przekaz Podkomisji A. Macierewicza na temat przyczyny katastrofy".

Jak jednak twierdzą byli członkowie podkomisji teza o wybuchach jest zbyt słaba, aby można ją było wykorzystać w polityce wobec Rosji.

"Podstawowym problemem jest to, że hipoteza ta budzi zbyt wiele wątpliwości i jest zbyt słabo poparta dowodami, aby mogła stanowić oficjalne stanowisko Państwa Polskiego w postępowaniu poszlakowym, w którym komisja wypadkowa pozbawiona jest dostępu do wraku samolotu. W takim przypadku badanie powinno kończyć się raportem, w którym wskazuje się przyczynę katastrofy wyłącznie w kategoriach prawdopodobieństwa, ale także dogłębnie sprawdza się wszystkie możliwe wątki alternatywne" – napisano.

Tymczasem, jak twierdzą autorzy listu, Macierewicz miał przez lata pracy podkomisji "odgórnie i celowo" ograniczać "ilość i charakter weryfikowanych hipotez badawczych".

Pod adresem podkomisji padły dalsze mocne oskarżenia.

"Niestety, formułując wnioski o przyczynie katastrofy, szczególnie od początku 2018 roku dopuszczono się wielu zaniechań, niekonsekwencji i działań pod założoną tezę. Trudno zatem uznać, że wnioski z prac Podkomisji – za które, zgodnie z przepisami odpowiadają jej kolejni przewodniczący – są bardziej profesjonalne i rzetelne, niż miało to miejsce w przypadku Komisji Millera" – czytamy w liście.

Ostatecznie byli członkowie podkomisji zdecydowali się wystosować list otwarty do rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, w którym wyjaśniają dlaczego wyniki jej prac mogą budzić wątpliwości.

Pełna treść listu znajduje się tutaj.

Czytaj też:
Stankiewicz: Jest nagranie sugerujące, że w Smoleńsku była egzekucja
Czytaj też:
Stankiewicz: Państwo polskie wysyła "zaproszenie" do kolejnej zbrodni

Źródło: DoRzeczy.pl
-
 36
Czytaj także