Dr Basiukiewicz o swoim wyroku: Nie czuję się zwycięzcą. Jesteśmy poddawani presji
  • Paweł ZdziarskiAutor:Paweł Zdziarski

Dr Basiukiewicz o swoim wyroku: Nie czuję się zwycięzcą. Jesteśmy poddawani presji

Dodano: 8
Dr Paweł Basiukiewicz
Dr Paweł Basiukiewicz Źródło: Archiwum prywatne
– Ten wyrok to taka namiastka sprawiedliwości, ponieważ Sąd Lekarski nie skazał mnie za to, że mówiłem to, co uważam za słuszne, zawsze opierając to na badaniach. Nie skazał mnie również za wymyślony zarzut, że rzekomo jestem antyszczepionkowcem – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl dr Paweł Basiukiewicz, kardiolog i internista.

DoRzeczy.pl: Został Pan uniewinniony w całości przez Sąd Lekarski przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie w związku z zarzutami prezentowania poglądów niezgodnych z zasadami etyki lekarza. Jak z perspektywy kilku dni odniesie się Pan do tego wyroku?

Dr Paweł Basiukiewicz: Wyrok nie jest prawomocny. Co prawda sąd wyższej instancji nie może go zmienić na moją niekorzyść, ale na przykład Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej ma prawo się od niego odwołać i wyrok może zostać uchylony. W najgorszej perspektywie trzeba będzie wszystko robić w całości od nowa. Wbrew temu, co mówią niektórzy, na pewno ten wyrok nie oznacza, że Sąd stwierdził, iż wszystko, co rządowi eksperci radzili polskim władzom, było złe. Ten wyrok oznacza tylko tyle, że zdaniem Sądu mam prawo mówić to, co mówiłem, a to trochę coś innego.

Czy odczuwa Pan satysfakcję, że zarzuty wysuwane pod Pańskim adresem zostały uznane przez sąd za błędne?

Nie czuję się zwycięzcą. Moim zdaniem część opinii publicznej, w tym osoby, które wypowiadają się tak jak ja, jesteśmy poddani nieustannej presji. Ten wyrok to taka namiastka sprawiedliwości, ponieważ Sąd Lekarski nie skazał mnie za to, że mówiłem to, co uważam za słuszne, zawsze opierając to na badaniach. Nie skazał mnie również za wymyślony zarzut, że rzekomo jestem antyszczepionkowcem. W mojej opinii nic nie przemawiało za tym, żeby mnie skazać. Nie mam natomiast satysfakcji z tego powodu.

Część komentatorów uznało jednak tę decyzję sądu za przełom, ponieważ retoryka instytucji państwowych w podejściu do COVID-19 jednak się zmieniła. Czy zgadza się Pan z tą opinią?

Dla mnie to jest osobista sprawa, a czy to ma jakiś wpływ na szerszą rzeczywistość, tego nie wiem. Mogę powiedzieć za to, że moi koledzy i koleżanki po fachu, którzy mają podobne procesy, przyjęli tę decyzję z nadzieją, że być może coś się jednak zmieni. Być może tak właśnie będzie, że jeżeli sąd odważył się wydać taki wyrok, to o czymś to świadczy. To nie jest tak, że sędziowie nie mieli jakiejś presji, oczywiście nie mam tutaj na myśli sytuacji, w której ktoś bezpośrednio podszeptuje sądowi, jak ma orzekać. Chodzi mi przede wszystkim o presję społeczną, a także presję w postaci np. rozmów na korytarzu w izbie lekarskiej czy w szpitalach. Przecież lekarze, którzy orzekają, na co dzień wykonują swój zawód, pracując w środowisku, w którym panuje pewien klimat, o pewnych rzeczach się nie mówi, a o innych mówi się w określony sposób. Mimo wszystko sędziowie orzekli wbrew nadziejom części środowiska silnie optującego za utrzymaniem tzw. „obostrzeń” i wprowadzeniem przymusu szczepień. Być może jest to jakaś nadzieja, że następne orzeczenia w podobnych sprawach również będą sprawiedliwe i niezależne.

Z drugiej strony mamy niepokojące doniesienia dotyczące sytuacji w Chinach, a także kolejnych przypadkach małpiej ospy. Czy poprzednia strategia związana z lockdownem, izolacją, kwarantanną itd. może Pańskim zdaniem wrócić w kolejnych miesiącach?

Bardzo trudno jest przewidywać coś konkretnego, ponieważ jest to praktycznie nie do przewidzenia. Mam tylko nadzieję, że rząd podejmie konkretne zmiany prawne, niezależnie od wypowiedzi medialnych ekspertów, którzy już wieszczą kolejną epidemię małpiej ospy oraz kolejną falę COVID-19 na jesieni. Jako osoba obserwująca od dwóch lat destrukcyjny wpływ interwencji niefarmaceutycznych na życie społeczne żywię nadzieję, że rząd zachowa się racjonalnie i nie wprowadzi żadnych interwencji niefarmaceutycznych, prowadzących do społecznej izolacji. Mam nadzieję, że tak będzie i osoby zasiadające w rządzie dostrzegły wcześniejsze błędy. Trudno nawet mieć pretensje do rządu, że wprowadził takie interwencje, jeśli była tak duża presja ze strony tzw. „ekspertów”. Teraz w gestii władz jest zapytanie tych osób, na jakiej podstawie im tak doradziły i żądanie, aby przedstawiły dowody wysokiej jakości – czyli prospektywne, randomizowane badania kontrolowane, że ich rekomendacje były słuszne.

Czy według Pana to właśnie rządowi eksperci powinni stanąć przed Sądem Lekarskim?

To już jest kwestia tego, jak będą pracować Rzecznicy Odpowiedzialności Zawodowej i Sądy Lekarskie. Ja na pewno nie mam żadnych pomysłów, żeby kogoś oskarżać. Uważam po prostu, że powinna być dopuszczalna dyskusja na ten temat. Problem polega na tym, że nie było żadnej debaty. Ktoś może się pomylić w swoich wypowiedziach i rekomendacjach i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wszelka dyskusja była natomiast kneblowana i krępowana. Co więcej, nadal tak jest. Patrząc na internetowe wpisy różnych celebrytów covidowych, zasiadających w Radzie Medycznej, zobaczyłem, że są oni rozczarowani tym wyrokiem. Ich zdaniem Sąd Lekarski co najmniej powinien orzec karę pozbawienia prawa wykonywania zawodu. Moim zdaniem obecnie klimat panuje taki, że żadnej dyskusji nt. celowości wprowadzanych obostrzeń nie będzie, gdyż ani politykom ani opozycji (za wyjątkiem Konfederacji) ani ekspertom, ani środowisku medycznemu nie zależy na takiej dyskusji.

Źródło: DoRzeczy.pl
 8
Czytaj także