Polskie mosty do przyszłości
  • Piotr WłoczykAutor:Piotr Włoczyk

Polskie mosty do przyszłości

Dodano: 
Prof. Bolesław Orłowski
Prof. Bolesław Orłowski Źródło: PAP / Marcin Obara
Polscy architekci oraz konstruktorzy dróg, kolei i mostów II Z prof. Bolesławem Orłowskim, historykiem techniki rozmawia Piotr Włoczyk
Piotr Włoczyk: W grudniu będziemy wspominali 100. rocznicę tragicznej śmierci Gabriela Narutowicza. Polityka nie była jednak jego głównym żywiołem?

Prof. Bolesław Orłowski: Narutowicz to bardzo duże nazwisko w historii techniki na Zachodzie. Po jego śmierci wydano nawet w Szwajcarii księgę pamiątkową z wieloma artykułami opisującymi jego osiągnięcia, również naukowe – był on bowiem profesorem politechniki w Zurychu. Narutowicz studiował matematykę i fizykę w Petersburgu, a do Szwajcarii trafił w młodym wieku z powodu gruźlicy. Jego rodzina uznała, że najlepszym sposobem leczenia będzie właśnie pobyt kuracyjny w Szwajcarii. Do zaboru rosyjskiego nie mógł już wrócić, ponieważ w czasie studiów udzielił pomocy działaczowi socjalistycznemu I Proletariatu Aleksandrowi Dębskiemu, przez co naraził się władzom rosyjskim. Narutowicz zdobył w Szwajcarii dyplom inżynierski i wyspecjalizował się w zakresie budownictwa wodnego.

Czyli znał się – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – na zielonych źródłach energii.

Tak, Narutowicz był pionierem budowy elektrowni wodnych w Europie. W Ameryce takie instalacje powstawały już wcześniej, ale na Starym Kontynencie Narutowicz należał do pierwszych propagatorów tych rozwiązań. Przyszły prezydent w ciekawych okolicznościach objął katedrę w Zurychu. Początkowo bardzo się przed tym wzbraniał. Zwykł bowiem powtarzać, że inżynier ma tę przyjemność, co Bóg – tworzy coś nowego. Nie lubił wykładać, ale wobec argumentu, że jest najlepszym specjalistą w tej dziedzinie, zdecydował się rozpocząć pracę na uczelni. Nawiasem mówiąc, to było bardzo charakterystyczne dla niego – miał bardzo silne poczucie obowiązku.

Podobnie było w polityce. Narutowicz początkowo nie chciał kandydować na urząd prezydenta, ale ostatecznie uznał, że wobec takiej, a nie innej sytuacji politycznej musi się podjąć tej roli.

Wcześniej był natomiast przez krótki czas ministrem spraw zagranicznych. Dlaczego? Ponieważ był znany w Europie i miał odpowiednią renomę, natomiast wielu polityków na Zachodzie miało wątpliwości, czy Polska nie jest przypadkiem „państwem sezonowym”. Narutowicz robił więc Polsce protekcję.

Gdzie można oglądać jego najważniejsze projekty?

Narutowicz budował elektrownie wodne nie tylko w Szwajcarii, lecz także we Francji, w Austrii, konsultował takie projekty również dla Włoch i Hiszpanii. W środowisku inżynierskim znany był właściwie w całej Europie. Jego najsłynniejszym dziełem była elektrownia w Mühlebergu pod Bernem. Była to wówczas największa elektrownia wodna w Europie. Plany miał dalekosiężne i bardzo ambitne. Postulował przykładowo wykorzystanie wody z lodowców do pozyskiwania energii. Zrealizowano to dopiero wiele lat po jego śmierci. Był to człowiek wybitny, więc nie dziwmy się, że Ignacy Mościcki specjalnie pojechał do Szwajcarii, by ściągnąć go do Polski. Nawiasem mówiąc, Mościcki wcześniej również działał w Szwajcarii. Narutowicz początkowo wzbraniał się, mówił, że nie może wracać do Polski, bo ma zamówienia opiewające na miliony franków. Mościcki odpowiedział na to krótko: „Ale Polska nie co roku powstaje”. W ten sposób nakłonił Narutowicza do powrotu i pomocy w odbudowie państwa. Po przyjeździe do Polski Narutowicz był w kilku rządach ministrem robót publicznych. Jego ministerialna pensja wynosiła mniej więcej tyle, ile płacił swojej gosposi w Zurychu.

Cały wywiad dostępny jest w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 0
Czytaj także