KrajGwiezdne wojny punkt zwrotny

Gwiezdne wojny punkt zwrotny

Gwiezdne wojny punkt zwrotny
Gwiezdne wojny punkt zwrotny / Źródło: fot. Materiały Prasowe
Dodano 12
„Ostatni Jedi” przynosi rewolucyjne zmiany w mitologii gwiezdnej sagi. Już nic nie będzie takie samo jak dawniej.

Dawno, dawno temu, w naszej rodzinnej galaktyce po obejrzeniu filmu Johna Carpentera „Gwiezdny przybysz” („Starman”, 1984), jeden z mych piszących znajomych (dziś całkiem popularny autor – Robert J. Szmidt) rzekł: „Gdyby ten film nakręcił Steven Spielberg, to główny bohater miałby całe wiadro tych magicznych kulek”. Kto pamięta tamtą opowieść, ten wie, o co chodzi, ale ci, którzy filmu nie znają, też na pewno chwycą w lot – są filmowcy, którzy gospodarują efektem „wow!” oszczędnie, ale są i tacy, którzy za każdym razem chcieliby widzowi sprzedać całe wesołe miasteczko. Nie wystarczają im karuzela, dom strachów i gabinet luster, ładują do opowieści wszystko, co im podpowie rozbuchana dziecięca wyobraźnia. A może jeszcze słonia na wrotkach? I tańczące pingwiny z tacami pełnymi słodyczy? A jeśli rollercoaster, to największy na świecie.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 51/2017
Całość recenzji dostępna jest w 51/2017 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ api
 12
  • jot-23 IP
    Ten film wpisuje sie doskonale w S0r0sowa narracje snucia wizji majacej na celu przekonanie durniow ze mozliwe jest istnienie cywilizacji rzadzanej przez kobiety, dzikich i dewiantow.
    Dodaj odpowiedź 7 4
      Odpowiedzi: 2
    • Smakosz IP
      Dobrze, że są tacy i tacy!
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • Rzeszowiak IP
        Wolę Nowy Testament. New Age jest passe ;)
        Dodaj odpowiedź 3 0
          Odpowiedzi: 0
        • kamil IP
          Bardzo kiepski odcinek. Disney jednak dobrze robi filmy dla dzieci, ale już nie dla dorosłych.
          Dodaj odpowiedź 3 1
            Odpowiedzi: 1
          • itchy IP
            Pan Gociek po raz kolejny udowadnia, że nie ma pojęcia o kinie. Zresztą nie jest to coś niezwykłego.
            Dziennikarze zwykle nie mają pojęcia o czym mówią albo piszą: brak solidnego wykształcenia i doświadczeń zawodowych. Robią to, bo inaczej nie są w stanie zarobić na chleb. Ja jestem w tej komfortowej sytuacji, że zdaję sobie z tego sprawę.
            Gorzej z czytelnikami, którzy mu zaufają i wybiorą się z dziećmi do kina na ten gniot. Kupa pieniędzy i wolnego czasu wyrzucona w błoto. Wartość edukacyjna i zabawa dla pociech równa 0.

            Jeszcze takiego nudla w historii GW nie widziałem. Niekończące się dłużyzny, banalne dialogi, patetycznie motywy postaci, jęczący Luke, który się kryguje na jakiegoś umierającego męczennika wymierającego gatunku. Także warstwa narracji to zlepek tanich trików, niechlujnych skoków na różne jej poziomy oraz wątków do cna wyczerpanych w poprzednich odcinkach. Wiele zbytecznych albo sknoconych przez reżysera postaci, które nie napędzają dynamiki opowiadania.

            Zresztą, szkoda szczegółowych analiz na ten tani kicz. W końcu mi za to nie płacą, a jak pan Gociek, któremu za to płacą, nie potrafi tego porządnie zrobić, to musicie mi albo jemu uwierzyć na słowo.

            Aha, Pan Gociek także kłamie albo oglądał inny film.
            Słonie na wrotkach też są. Nawet lepiej: gigantyczne słonio-świnie z wielkimi cyckami zamiast jajec, do których Meister Jedi, Luke, przybywa codziennie skacząc przez skalne urwiska na gigantycznej tyczce w celu ich wydojenia!
            Także są pingwiny, pingwiny-marabuty, mizdrzące się do Czubaki łzawymi spojrzeniami spaniela w celu wyproszenia resztek kolacji.

            Przy tym wszystkim wesołe miasteczko czy cyrk na kółkach to instytucje o powadze i dostojności Teatru Narodowego ;)
            Dodaj odpowiedź 10 9
              Odpowiedzi: 0
            • Ernest Nemecek IP
              Po statnich genderowych żałosnych gniotach bardzo łatwo jest zrobić przyzwoity odcinek.
              Dodaj odpowiedź 4 1
                Odpowiedzi: 1

              Czytaj także