"Zerwanie gwintu". Ujawniamy kolejne fragmenty raportu dot. TVP

"Zerwanie gwintu". Ujawniamy kolejne fragmenty raportu dot. TVP

Dodano: 
Siedziba Telewizji Polskiej
Siedziba Telewizji Polskiej Źródło: PAP / Wojciech Olkuśnik
Portal DoRzeczy.pl dotarł do kolejnych fragmentów obszernego raportu dot. TVP, jaki Jacek Kurski dostarczył prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Wczoraj informowaliśmy, że dotarliśmy do obszernej części tajnego raportu dot. Telewizji Polskiej. Co ciekawe, wielu dziennikarzy i redakcji skorzystało z naszej pracy, nie powołując się jednak na źródło. Wcześniej portal gazeta.pl opublikował zaledwie niewielką część z liczącego kilkadziesiąt stron dokumentu. Całość podzielona jest na podrozdziały, które dotyczą różnych obszarów analizy. "Zdrada", "wyłączenie sygnału", "małe błędy PiS", "nie było fali", "tąpnięcie w bastionach" – to tylko niektóre z nich. Na końcu artykułu zamieściliśmy wczoraj plik z obszerną częścią raportu, do którego dotarliśmy. Dziś przedstawiamy jego dalszą część. Po lekturze analizy nasuwa się wniosek, że Prawo i Sprawiedliwość nie popełniło kardynalnych błędów w kampanii wyborczej, ale błędy popełniono w przekazie – głównie TVP Info.

Za dokumentem stoją byli dziennikarze i pracownicy TVP. O sobie piszą tak: "Nie chcemy być z nimi kojarzeni (...) Raport powstał z inicjatywy doraźnej grupy niezależnych ekspertów dysponujących insiderską wiedzą o TVP. Główna część raportu powstała, gdy Jacek Kurski sprawował jeszcze funkcję reprezentanta Polski w Grupie Banku Światowego i nie mógł angażować się politycznie, miał 'zasznurowane usta', dlatego odmówił udziału w niniejszym opracowaniu".

Raport ws. TVP. Ujawniamy kolejne fragmenty

W ujawnionej przez nas części możemy przeczytać, że jednym z podstawowych błędów było tzw. zerwanie gwintu, czyli "przegrzanie" narracji". "Z dnia na dzień np. zrezygnowano z optymalnej dotąd linii sprawdzania wiarygodności D. Tuska zbalansowanym konfrontowaniem jego deklaracji z działaniami z przeszłości – na rzecz obsesyjnej, chamskiej i przeciwskutecznej karykatury. Wzrost radykalizmu i agresji wobec lidera opozycji aż do takich rozmiarów był niezrozumiały i niepotrzebny. Po powrocie z Brukseli do Polski w lipcu 2021, Tusk miotał się i przez prawie 2 lata nie znalazł sposobu na narrację TAI. Wbrew buńczucznym zapewnieniom, nie odpowiadał na pytania i nawet nie wpuszczał na konferencję dziennikarzy TVP. Po prostu zaczął się ich bać się i unikał. Zajmował miejsce lidera nieufności społecznej. Odbijał się od niskiego sufitu niemożności. Do maja 2023 r. Tusk nie był w stanie wyzwolić się z postrzegania go jako proniemieckiego lokaja brukselskich elit i politycznego oszusta. Symbolem tej narracji było powtarzane cyklicznie bon moty w rodzaju fur Deutschland i ujęcie Tuska podającego marynarkę ówczesnemu szefowi Komisji Europejskiej J.C. Junckerowi. Tuska dopadały jego własne przypominane stosownie do tematu słowa lub decyzje z przeszłości, które ośmieszały prawie każdą jego nową inicjatywę. To było ostre, blisko granicy, ale trafiające w punkt i nigdy granicy powagi mediów publicznych nie przekroczył" – możemy przeczytać.

"Zerwanie gwintu" i "Reset"

"Kiedy Tusk po marszu odżył, zrobiono błąd największy. W narracji wobec niego doszło do „zerwania gwintu” i przegrzania z agresywnym, pozbawionym błysku przekazem politycznym. Krytykę przewodniczącego PO prowadzono skrajnie nieumiejętnie – jak np. przedstawianie go na antenie nagle ni stąd ni z owąd wyłącznie po nazwisku, jako „Tusk” bez imienia i pełnionych funkcji – wywoływało to wrażenie medialnej nagonki. W odczuciu społecznym Tusk stał się ofiarą hejtu, a w takiej sytuacji część sympatii społecznej w naturalny sposób znalazła się po jego stronie. Monotonna linia narracji, która sprowadzała się do codziennej obsesyjnej krytyki Donalda Tuska za wszystko doprowadziła do jego immunizacji również na tę krytykę, która była w oczywisty sposób merytoryczna i trafna. Widzowie TVP coraz częściej przestawali na nią zwracać uwagę. W wyniku przepalenia z intensywnością i wulgarnością ataków podsycanych przez Samuela Pereirę, który forsował w Wiadomościach i innych serwisach informacyjnych felietony choćby o zbyt drogich butach Tuska czy materiały atakujące jego córkę – TVP uskrzydliła politycznego zombie" – czytamy.

W raporcie krytycznie odniesiono się do tego, co wydarzyło się z serialem "Reset". "Do dzisiaj jest on otoczony przez wielu ludzi obozu patriotycznego czcią i uważany za największy sukces TVP ostatniego roku. To przypadek wart krótkiego studium, żeby wytłumaczyć na czym polegał błąd w podejściu do Telewizji części aktywu Dobrej zmiany. Pod koniec 2022 roku Olechowski umówił się z Rachoniem na serial dokumentalny o prorosyjskim zwrocie w polityce europejskiej, którego jednym z demiurgów był Tusk. Miał być mocny materiał przed wyborami. Krótka seria. 5 odcinków na wrzesień-październik. Nowe szefostwo TAI dostało projekt in status nascendi w prezencie (...) Ważne było to co stało się potem. Pierwsze odcinki Resetu sformatowane jeszcze przez Olechowskiego istotnie były hitem. Gdy zabrakło Olechowskiego projekt się posypał" – piszą autorzy.

Jak dodają, "Resetowi" nie pomógł też jego kalendarz. "Zaczęto zgrywać już w czerwcu tuż przed wakacjami, gdy ludzie przestają interesować się polityką, a ostatecznie zgrano w wakacje, choć serial planowany był na wrzesień jako krótka seria z dojechaniem emisją do wyborów. W trakcie emisji serii zaczęto kręcić kolejne odcinki, których zamiast 5 zrealizowano aż 16. W rezultacie nastąpiło klasyczne zerwanie gwintu. Przed samymi wyborami serialem pasjonowało się ledwie kilkaset tysięcy betonowego elektoratu Prawicy, gdy miliony, które ceniły tradycyjny film polityczny TVP poczuło przesyt tematem. Całość wraz z prowadzonymi jednocześnie w polityce informacyjnej atakami na Tuska tworzyło dezorientację przesytem i wątpliwości, dlaczego w kampanii, która rozstrzygnie o przyszłości ciągle jesteśmy zanurzeni w przeszłości" – czytamy.

"Kolejny odcinek Resetu 3 października, tj. na 12 dni przed wyborami przyniósł absolutną bombę wyborczą: nagranie z podlewanego alkoholem spotkania polskiej SKW i rosyjskiej FSB w Kadynach przy rosyjskiej granicy, które odbyło się w czasach rządów Tuska w 2012. Sprawa powinna być szokująca, bo popijawa z Ruskimi odbywała po ataku na Gruzję i po zbrodni smoleńskiej. W poprzednich latach, przy odpowiedniej oprawie i zbudowaniu odpowiedniego napięcia byłby to wyborczy game changer i nokaut dla opozycji. Teraz wiadomość ta spłynęła jak woda po gęsi i na nikim nie zrobiła wrażenia. Było już tego po prostu za dużo. Tak działa w narracji politycznej zerwanie gwintu" – piszą autorzy.

"Dla syntezy dotychczasowej części analizy ciśnie się na usta porównanie cokolwiek trywialne: Telewizja Kurskiego i Olechowskiego była może nie idealnym, ale za to realnym, soczystym i pożywnym kotletem formatów live, sportu, rozrywki, widowisk i popularnych seriali porządnie przyprawionym informacją i skutecznym przekazem politycznym. Matyszkowicz i Pereira nie lubili tego kotleta, bo nie był ich; Odkroili i wyrzucili jego bardziej smakowitą część; nie dali w zamian niczego porównywalnie smacznego. Do tego, co zostało na talerzu dołożyli pieprzu i soli. No i przesoliIi. I przepieprzyli" – czytamy.

Dalsza część raportu dot. TVP znajduje się poniżej:

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także