Mer Lwowa Andrij Sadowy nie został zaproszony na oficjalną Konferencję Odbudowy Ukrainy (URC 2026) w Gdańsku. Zamiast tego zorganizował własne, niezależne wydarzenie pod hasłem "Lviv Resilience Day". Potwierdziło to także polskie MSZ.
Impreza odbyła się w jednym z lokali gastronomicznych na terenie gdańskiej stoczni. Jak przekonuje sam Sadowy, okazała się sukcesem. – Rozmawialiśmy o kontraktach na miliony euro. Mamy sukces, przyszły setki ludzi. Ludzie nie przyjechali, żeby coś zabierać tutaj, w Gdańsku, czy odbierać od Polaków. Konferencja co roku odbywa się w innym miejscu. To okazja, także dla gospodarza, żeby inwestorzy przyjechali i rozmawiali– przekonuje ukraiński polityk w rozmowie z Wirtualną Polską.
Umowy podpisane, ale nie z Polakami
Jak informuje WP, podczas wydarzenia Sadowy podpisał sześć umów o łącznej wartości 2,5 mln euro. Wśród partnerów znalazły się podmioty z Litwy, Niemiec, Francji, Czech i Szwecji. Żadna z umów nie została zawarta z polską firmą.
Po zakończeniu wydarzenia, Andrij Sadowy opuścił Gdańsk i poleciał do Düsseldorfu, gdzie miał podpisać kolejne porozumienie dotyczące współpracy z siecią UNBROKEN Cities.
W tle wizyty trwa spór między władzami Lwowa a polską spółką Control Process. Polskie MSZ skrytykowało sposób traktowania firmy i uznało ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu za niedopuszczalne. Z kolei Sadowy odrzuca zarzuty, twierdząc, że kontrakt został rozwiązany z powodu niewywiązania się wykonawcy z zobowiązań i zapowiada działania prawne przeciwko osobom, które – jego zdaniem – bezpodstawnie oskarżają władze Lwowa.
Rzecznik MSZ Maciej Wiewiór podkreślił, że wydarzenie zorganizowane przez mera Lwowa nie miało związku z oficjalną konferencją URC 2026, a sam Sadowy nie był jej uczestnikiem.
Czytaj też:
"Robi to, co jest na rękę Rosji". Morawiecki ostro o Sadowym
