POCZYTANKI I Jak to dobrze, że „Trylogia kopenhaska” powstawała pół wieku temu! Dziś te same tematy podane byłyby w niestrawnym sosie ideologicznym, bo literatura o losie kobiecym zamieniła się w feministyczne pałkarstwo.
Tove Ditlevsen, ceniona duńska pisarka, opowiada po prostu o rzeczach, które jej się przydarzyły. Nie jest to rozmemłane, mazgajskie życiopisanie. Chłodny, bezlitosny ton przypomina mi trochę prozę Jana Wolkersa (aczkolwiek Ditlevsen nie jest wulgarna). Ditlevsen to dziecko innej epoki.
Całość dostępna jest w 45/2021 wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
