Czyszczenie magazynów

Czyszczenie magazynów

Dodano: 
Szczepienie dzieci przeciwko COVID-19, zdjęcie ilustracyjne
Szczepienie dzieci przeciwko COVID-19, zdjęcie ilustracyjne Źródło:PAP/EPA / ETIENNE LAURENT
Dekameronki || Niedawno odbyła się konferencja ministra zdrowia, na której z dumą ogłoszono, że polski rząd sprowadził 504 tys. szczepionek z przeznaczeniem dla dzieci od szóstego miesiąca życia do lat czterech – pisze Jerzy Karwelis.

Nie rozwodzono się nad sensownością tego działania, rzecznik resortu odniósł się tu tylko do jednego aspektu: zapewnienia, że szczepionki nie szkodzą. Nic o tym, po co to komu. W tym zdarzeniu można odkryć wiele nieoczekiwanych warstw.

Po pierwsze, skoro chodzi o to, że szczepionki nie są szkodliwe, i to ma być powód ich aplikowania, to są tańsze warianty. Można dać np. witaminkę C albo… buziaka. Na pewno nie zaszkodzi, a nawet – w świetle badań – pomoże lepiej niż szczepionka.

Po drugie – po co? Dzieci w tym wieku nieczęsto zakażają się COVID-19, jeszcze rzadziej chorują na niego (ważne rozgraniczenie, o którym zapomnieliśmy: zakażony to nie automatycznie chory), a jeszcze rzadziej przechodzą go ciężko. Bilans zysków ze szczepienia w stosunku do ryzyka jest ujemny.

Całość dostępna jest w 51/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także