Trzy ugrupowania prowadzące rozmowy o utworzeniu nowej koalicji w stolicy Niemiec chcą rozszerzenia uprawnień politycznych mieszkańców nieposiadających niemieckiego paszportu. Postulat znalazł się w dokumencie uzgodnionym 18 października przez Lewicę, Zielonych i SPD, jeszcze przed formalnym rozpoczęciem negocjacji koalicyjnych.
Propozycja zakłada przyznanie czynnego i biernego prawa wyborczego na szczeblu lokalnym oraz landowym osobom, które przebywają w Niemczech od co najmniej pięciu lat. Oznaczałoby to możliwość nie tylko głosowania, ale również kandydowania w wyborach.
Ponad 600 tys. cudzoziemców mogłoby zyskać nowe prawa
Plany potencjalnych koalicjantów pozytywnie oceniła Katarina Niewiedzial, berlińska pełnomocniczka ds. integracji, migracji i partycypacji. W rozmowie z Ewangelicką Agencją Prasową przekonywała, że rozszerzenie praw wyborczych pozwoliłoby zwiększyć udział migrantów w życiu publicznym. "Wzmacnia to spójność społeczną w naszym mieście" – stwierdziła. Jej zdaniem obecne przepisy powodują powstanie "ogromnej luki demokratycznej", ponieważ wielu mieszkańców niemieckiej stolicy nie może uczestniczyć w wyborach, choć od lat mieszka i pracuje w Berlinie.
W mieście żyje ponad milion osób nieposiadających niemieckiego obywatelstwa. Według danych urzędu statystycznego Berlin-Brandenburgia na koniec 2025 roku ponad 663 tys. cudzoziemców mieszkało w stolicy Niemiec od co najmniej pięciu lat.
Głosowanie bez niemieckiego paszportu
Obecnie udział w wyborach do berlińskiej Izby Deputowanych jest zastrzeżony dla obywateli Niemiec. Wyjątek dotyczy wyborów do rad dzielnicowych, w których mogą uczestniczyć również obywatele innych państw Unii Europejskiej.
Lewica, Zieloni i SPD chcą rozszerzyć ten wyjątek także na osoby spoza UE, pod warunkiem spełnienia wymogu pięcioletniego pobytu. Według Niewiedzial mieszkańcy, którzy przez wiele lat żyją w danym mieście, powinni mieć możliwość współdecydowania o jego przyszłości. "Jeśli w niektórych berlińskich dzielnicach połowa mieszkańców nie ma prawa głosu, szkodzi to naszej demokracji podwójnie" – ostrzegła.
Urzędniczka przekonuje, że możliwość bezpośredniego uczestnictwa w wyborach mogłaby zwiększyć zainteresowanie mieszkańców sprawami lokalnymi i poprawić akceptację dla decyzji władz. "Rady doradcze są dobre – bezpośrednie zaangażowanie demokratyczne jest lepsze" – podkreśliła.
Pomysł budzi sprzeciw. Także w SPD
Nie wszyscy politycy niemieckiej lewicy i centrolewicy popierają jednak propozycję. Przeciwko rozszerzeniu praw wyborczych na osoby nieposiadające niemieckiego obywatelstwa wystąpiła między innymi Franziska Giffey, była burmistrz Berlina i polityk SPD. W rozmowie z "Süddeutsche Zeitung" podkreśliła, że prawo głosu w wyborach landowych powinno pozostać związane z obywatelstwem.
"Prawo wyborcze na szczeblu landowym jest dotąd słusznie zarezerwowane dla osób posiadających niemieckie obywatelstwo, ponieważ stanowi ono wysoką wartość naszej demokracji" – argumentowała Giffey. Jej zdaniem bezwarunkowe przyznanie czynnego i biernego prawa wyborczego wszystkim osobom po pięciu latach pobytu byłoby sprzeczne z podstawowymi zasadami niemieckiego państwa. Przeciwko takiej zmianie opowiada się również berlińska CDU.
Niemiecka konstytucja przeszkodą
Realizacja planu Lewicy, Zielonych i SPD może okazać się wyjątkowo trudna z powodów prawnych. Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny już w 1990 roku orzekł, że prawo wyborcze na szczeblu landowym i lokalnym jest zasadniczo związane z niemieckim obywatelstwem.
Wyjątek umożliwiający obywatelom innych państw Unii Europejskiej głosowanie w wyborach samorządowych wprowadzono później do niemieckiej Ustawy Zasadniczej.
Aby rozszerzyć te uprawnienia na wszystkich cudzoziemców spełniających określone warunki pobytu, konieczne mogłyby być zmiany konstytucyjne na szczeblu federalnym.
Czytaj też:
Kolejny kraj pogrąży się w zamieszkach? Berlin szykuje się na najgorsze Czytaj też:
Apel do prezydenta. "Uwolnienie od zarzutu zdrady na rzecz Niemiec"
