Dr Hałat: Komu służą rzecznicy ograniczania naszej wolności?

Dr Hałat: Komu służą rzecznicy ograniczania naszej wolności?

Dodano: 29
dr Zbigniew Hałat
dr Zbigniew Hałat / Źródło: screen YouTube
– Mamy bardzo liczne doniesienia dotyczące ciężkich niepożądanych odczynów poszczepiennych. Dla dygnitarzy paraliżujących system zgłaszania NOP–ów Polska jest pod tym względem „zieloną wyspą”, ale na podstawie danych z innych krajów widać przerażające liczby chorób i zgonów – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl dr Zbigniew Hałat, lekarz epidemiolog, były wiceminister zdrowia.

Jak skomentuje Pan nagonkę medialną na Pana, która zaczęła się od zarzutów portalu Onet.pl?

Dr Zbigniew Hałat: Psy szczekają, karawana idzie dalej. Korzystając z okazji, informuję, że prowadzę epidemiologiczne dochodzenie ws. osobistej winy podżegaczy, pomocników i egzekutorów ludobójstwa. Zainteresowani współdziałaniem mogą wejść na stronę www.halat.pl, albo po prostu temat wpisać do wyszukiwarki. Należy działać proaktywnie, nie reaktywnie, czyli nigdy nie tańczyć, jak oni nam grają, a do własnej muzyki ruszyć w krakowiaka, oberka, a nawet uroczystego poloneza z Nowym Rokiem.

Sprzeciwia się Pan przymusowi szczepień i segregacji sanitarnej. Dlaczego?

Wolność jest przyrodzona człowiekowi, jest jego prawem. Nawet Pan Bóg daje wolność wyboru człowiekowi, w związku z tym nie ma tutaj dyskusji na temat oceny etycznej. Pozostaje tylko kwestia tego, komu służą rzecznicy ograniczania naszej wolności. Niewątpliwie są oni zasłużeni w wykonywaniu dyrektyw korporacyjnego feudalizmu, na którego czele stoi wąska grupka ludzi posiadająca ogromne środki finansowe. Ci ludzie mają możliwość ingerencji w politykę poszczególnych krajów. Jeżeli dana władza postawi opór, może ponieść surowe konsekwencje.

Czy ten proces jest możliwy również w Polsce?

Polacy są znani z tego, że w przypadku przyparcia do muru reagują nerwowo, o czym mogą świadczyć np. powstania przeciwko zaborcom i okupantom. Powstrzymywanie się od drastycznych kroków ze strony władz wynika ze znajomości naszego narodowego charakteru. Myślę, że tak to już pozostanie. Nie trzeba w tym szukać jakiejś logiki. Trzeba wyłącznie starać się znaleźć środki chroniące nasze życie, zdrowie, wolność i majątek i w miarę możliwości minimalizować straty w tych zakresach, mając na uwadze również niepodległość Polski. Jeżeli są jakieś zadania do wykonania np. w zakresie polityki energetycznej i powstrzymania płacenia haraczu Unii Europejskiej, to kwestie związane z COVID-19 należy uznać jako element tej walki. To politycy odpowiadają za wykonawców swoich rządów, czyli egzekutorów swojej woli w narodzie o wielkiej tradycji wolnościowej w środku Europy w XXI wieku. Jeżeli zatem nie liczą się kompletnie z głosem ludu, to jest to niewątpliwie pewien delikt konstytucyjny, który powinien zostać rozwiązany na poziomie najwyższych władz sądowniczych w państwie.

W mediach słyszymy jednak, że wśród hospitalizowanych pacjentów z powodu COVID-19 zdecydowaną większość stanowią osoby niezaszczepione.

Informacje w tej sprawie są sprzeczne i wzajemnie się wykluczają. Nie ma dowodów, że testy PCR są diagnostyczne w przypadku COVID-19, nie ma też kryteriów pomocnych w odróżnieniu ludzi, którzy przyjęli preparat od tych, którzy go nie przyjęli. Statystyki prowadzone przez wiele krajów, w których przykłada się do sprawdzania źródeł informacji wskazują, że masowo chorują ludzie po przyjęciu tych preparatów, które są eksperymentalne i mają charakter terapii genowej. A zatem wcześniejsze zapowiedzi osób zajmujących się naukami podstawowymi w medycynie się sprawdzają. Po fali wyszczepień następuje fala zachorowań.

Czyli doniesienia Ministerstwa Zdrowia dotyczące skuteczności preparatów to Pańskim zdaniem nieprawda?

To zależy, jak się to liczy. Jeżeli robi się to w sposób niewiarygodny, bez dowodów na to, co się mówi, to wówczas można przedstawić każdą tezę. Należy się znaleźć na wspólnej mapie całego świata, gdzie poszczególne kraje w dokładny sposób podają dane i na tej podstawie sprawdzić, jak prezentowane są zachorowania, jeżeli chodzi o ciężkość przebiegu. Zaszczepionym obiecywano, że nie będą zarażać białkiem szczytowym, który sami produkują, ani sami nie będą łapać białka kolca od osób, które go sieją. Biorąc pod uwagę wszystkie dane, można stwierdzić, że przebieg choroby u zaszczepionych wcale nie jest łagodniejszy, a może być nawet cięższy, wliczając w to zgony wynikające z przyjęcia preparatów o terapii genowej. Ich wpływ na ludzki organizm jest nadal nieznany, a nacisk na ich przyjmowanie ciągle wzrasta i dotyczy kolejnych grup społecznych, w tym dzieci od piątego roku życia. Na rozmaite sposoby przymusza się kolejne grupy ludności do przyjęcia preparatów. Jest to wywołane upływem rocznego terminu ważności zezwoleń na ich dystrybucję. Dlatego żeby nie przedłużać tego warunkowego zezwolenia, chce się wykorzystać możliwie jak najwięcej preparatów.

Od 16 grudnia trwają szczepienia dzieci w przedziale wiekowym 5-11 lat. Jak ocenia Pan ten pomysł?

Po pierwsze odróżniłbym tutaj szczepionki od preparatu inżynierii genetycznej, który sprawia, że organizm sam ma produkować antygen. Notabene, po kilku miesiącach wygasa jego efektywność. Mając szereg dowodów na szkodliwość tych preparatów chcę zapytać matki i ojców, czy chcą, aby ich dzieci były poddawane tak ryzykownemu eksperymentowi. Czy podstawowe instynkty pozwalają na niszczenie zdrowia własnego dziecka?

Z oficjalnego przekazu płyną jednak zachęty do zaszczepienia dzieci. Podkreśla się, że również małoletni mogą mieć ciężki przebieg COVID-19.

To przypomina reklamę butów na koturnie, które powodują problemy ortopedyczne, ale trzeba je sprzedać. Sam Anthony Fauci, ogłaszając istnienie wariantu Omikron, oznajmił, że nie ma wiedzy co do zjadliwości straszaka, a być może dotychczasowe szczepienia będą w tym przypadku nieskuteczne. W tym momencie wszystkie czynniki przygotowawcze do jakiejkolwiek kampanii szczepionkowej według pragmatyki epidemiologicznej są kompletnie bezwartościowe. W takich przypadkach należy określić skuteczność preparatu oraz ryzyko jego stosowania, które należy porównać z korzyściami. Dopiero wówczas można rozmawiać o tym, czy włączamy daną grupę populacyjną do nowego programu. Tymczasem obecna praktyka wygląda w ten sposób, że automatycznie każdemu schorzeniu, czy zgonowi przypisuje się rozpoznanie COVID-19, posługując się fatalnie aplikowanym testem, który nie ma żadnego zastosowania w tym przypadku.

Czy w tym przypadku możemy mówić o bilansie strat i korzyści?

Mamy bardzo liczne doniesienia dotyczące ciężkich niepożądanych odczynów poszczepiennych. Dla dygnitarzy paraliżujących system zgłaszania NOP-ów Polska jest pod tym względem „zieloną wyspą", ale na podstawie danych z innych krajów widać przerażające liczby chorób i zgonów, choćby w następstwie zakrzepicy poszczepiennej. Z kolei młodociani często zapadają na poszczepienne zapalenie mięśnia sercowego. Niby szybko ono mija, ale nie znamy prognozy, czy ten młody człowiek nie podzieli losu wybitnych sportowców, którzy pomimo opieki profesjonalnej ekipy lekarskiej, nagle zmarli. Oficjalnie takie przypadki nazywa się „koincydencją", bo przecież nikt nie przyzna związku przyczynowo-skutkowego nakłonienia lub wręcz przymuszenia do przyjęcia preparatu i w konsekwencji doprowadzenia ofiary manipulacji do nieuleczalnej choroby, bądź zgonu. Takich przypadków jest tak dużo, że nie sposób tego nie dostrzec.

Komisja Europejska dopuściła do obrotu w UE szczepionkę Novavax. Co wiemy na temat tego preparatu?

Wiemy nie więcej, niż nam pozwolono wiedzieć. Dotychczasowe preparaty były aplikowane na zasadzie „byle". Byle co, pod byle pretekstem, byle gdzie, byle kiedy, byle komu, przez byle kogo, byle nie odpowiadać za masowe wstrzyknięcia o nieznanym w historii współczesnej medycyny skrajnie wysokim wskaźniku dowiedzionych strat do chybionych korzyści.

Przejdźmy do tematu obostrzeń. Jak ocenia Pan wprowadzone przez rząd limity np. w restauracjach, kinach i kościołach?

Dajmy sobie wreszcie spokój z zezwoleniami na nasze organizowanie się. Np. fakt, że stowarzyszenie niepobierające żadnych korzyści z tytułu pełnienia swojej misji musi posiadać jakieś numery ewidencyjne i składać sprawozdania, to kompletny absurd. Ludzie mają prawo się zrzeszać. Mamy prawo spotkać się w kawiarni lub pubie w trzy, pięć czy dziesięć osób i to jest nasza sprawa. Jeżeli ktoś uważa inaczej, to jest klasycznym totalitarystą. Po wcześniejszych systemach totalitarnych takich jak nazizm i komunizm teraz przyszedł kowidianizm. Ma on różne oblicza, m.in. knebluje, wręcz betonuje ludziom usta. Ja na przykład straciłem dożywotnio dostęp do Twittera tylko za to, że zgodnie z dorobkiem zawodowym lekarza medycyny specjalisty epidemiologa przekazywałem zainteresowanym informacje głównie ze świata medycyny. To samo dzieje się też na serwisie YouTube. Dzisiejsza cenzura jest dokładnym odpowiednikiem stalinowskich metod. Dawniej przed egzekucją krzyczano „niech żyje Polska", a dzisiaj krzyczymy „niech żyje medycyna". Nam, lekarzom, dokłada się do tego egzekucję zawodową, np. wzywa się nas na nieuprawnione przesłuchania przed Izbę Lekarską i za pomocą argumentów wziętych z sufitu odbiera się nam prawo do wykonywania zawodu. W ten sposób odbiera się ludziom lekarzy, którzy mają ratować życie i zdrowie. Jeżeli ten aspekt jest nieważny, to niech politycy powiedzą o tym wprost. Co tam oni, pies z nimi tańcował.

Tu jest nasza moc:
„Podnieś rękę, Boże Dziecię,
Błogosław Ojczyznę miłą.
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę Swą siłą.
Dom nasz i majętność całą
I wszystkie wioski z miastami,
A Słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami”.

Rozmawiał: Paweł Zdziarski
Źródło: DoRzeczy.pl
 29
Czytaj także