Embargo na ropę Putina. "Rosji pozostają w zasadzie dwie opcje"

Embargo na ropę Putina. "Rosji pozostają w zasadzie dwie opcje"

Dodano: 11
Władimir Putin, prezydent Rosji
Władimir Putin, prezydent Rosji Źródło: PAP / EPA / ALEXEI DRUZHININ
Niesprzedaną ropę Rosja może palić lub wylewać, albo ograniczyć wydobycie. Ta druga opcja to dla rosyjskiego przemysłu naftowego katastrofa – mówi DoRzeczy.pl Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki, zastępca redaktora naczelnego portalu Energetyka24.

Damian Cygan: Czy limitowana cena rosyjskiej ropy na poziomie 60 dolarów za baryłkę rzeczywiście uderzy w budżet Kremla?

Jakub Wiech: Może uderzyć, ale pośrednio, wywołując np. pewne turbulencje w dostawach, co widać już teraz np. u wybrzeży Turcji. Natomiast ustanowiony w ramach limitu pułap cenowy, czyli 60 dolarów za baryłkę, jest dość wysoki – wyższy niż cena rynkowa tego surowca w portach europejskich.

Można odnieść wrażenie, że z tego względu jest to swoisty wyłom w sankcjach, choć warto pamiętać, że pułap cenowy ma być waloryzowany. Mam nadzieję, że zostanie on urealniony, by szczelniej zamknąć okno dla rosyjskiej ropy. Pierwsza potencjalna rewizja pułapu już w styczniu.

Dlaczego embargo nie obejmuje ropy transportowanej rurociągami?

Na pełne unijne embargo na rosyjską ropę nie było zgody politycznej. Ostry sprzeciw wystosowały Węgry, zastrzeżenia miały też Czechy i Słowacja. Wszystkie te kraje są głęboko uzależnione od rosyjskiego surowca, pompowanego przez rurociąg Przyjaźń – a dokładnie jego południową nitkę.

Co ważne, Węgrzy, Czesi i Słowacy mają ograniczone możliwości dywersyfikacji dostaw – nie posiadają dostępu do morza czy infrastruktury alternatywnej umożliwiającej pobór ropy nierosyjskiej. Dlatego też Unia zdecydowała się – po pierwszych próbach z "okresami zwolnienia z embarga" – na wyłączenie ropy rurociągowej z sankcji, licząc, że najwięksi odbiorcy surowca sprowadzanego przez Przyjaźń, czyli Polska i Niemcy, zdecydują się dobrowolnie wstrzymać dostawy. Kiedy to nastąpi – zobaczymy.

Rosja zapowiada, że nie będzie eksportować ropy do krajów stosujących pułap cenowy. Kreml w imię odwetu sam pozbawi się zysków?

Rosja może próbować rozmaitych manewrów, choć chyba liczy – jak w przypadku gazu – że Europejczycy sami wycofają się z sankcji. Świadczą o tym chociażby wypowiedzi Dmitrija Miedwiediewa, który ma swoim Telegramie napisał: "te poczynania naszych »przyjaciół« przypominają mi tłum mieszczan na haju, którzy opici sznapsami i piwem oraz najedzeni kiełbaskami po raz pierwszy wchodzą do lodowatej wody". Mówił oczywiście o restrykcjach na ropę.

Co Rosja zrobi z ropą, której nie sprzeda Zachodowi?

To zależy od tego, ile jej zostanie. Oczywiście Rosjanie dwoją się i troją, żeby sprzedawać surowiec tam, gdzie to tylko możliwe – stąd zwiększony eksport do Chin czy niezwykle atrakcyjne rabaty dla Indii, które obniżają cenę sprzedaży surowca do granicy opłacalności. Natomiast – przy założeniu bardziej rygorystycznego pułapu cenowego w sankcjach – można spodziewać się, że w pewnej perspektywie na rosyjskim rynku będzie zauważalny nadmiar surowca, z którym nie wiadomo, co zrobić. Rosja nie ma bowiem dostatecznie pojemnych magazynów naftowych; nie musiała ich budować – wydobytą ropę po prostu sprzedawała poprzez rozbudowane systemy rurociągowe oraz tankowcami. Rosyjskie magazyny są zatem przejściowe, przeładunkowe, nie służą do budowy długoterminowych zapasów.

W takiej sytuacji Rosji pozostają w zasadzie dwie opcje: albo tę ropę palić lub wylewać, albo ograniczyć wydobycie. Opcja pierwsza do pewnego stopnia już jest w grze, kto wie, może to właśnie zrzut substancji ropopochodnych spowodował ogromny pomór fok odnotowany ostatnio w rosyjskiej Republice Dagestanu? Niemniej, tak dużych ilości surowca, jakie szły przed wojną do Europy, Rosja nie spali ani nie wyleje – to technicznie niewykonalne.

A tymczasem opcja numer dwa, czyli wstrzymanie wydobycia, to dla rosyjskiego przemysłu naftowego katastrofa i utrata dostępu do złóż. Rosyjskie szyby naftowe są często położone na obszarze wiecznej zmarzliny. Przy wstrzymaniu wydobycia zacznie się w nich osadzać woda i parafina. To może uszkodzić instalacje, a Rosjanie nie będą mogli ich naprawić – nie mają dostępu do technologii przez sankcje. To jest właśnie najpoważniejszy potencjalny skutek europejskich sankcji, to cios prosto w serce rosyjskiego przemysłu naftowego. Cios bardzo bolesny – i dobrze, chciałoby się rzec, niech – za przeproszeniem – sputinsynów zaboli.

Ile może kosztować paliwo w Polsce w styczniu skoro działa już embargo na rosyjską ropę, a po Nowym Roku ma przestać obowiązywać tarcza antyinflacyjna?

To jest trudna prognoza, bo cena ropy i cena paliw to dwie różne rzeczy. To tak, jak z ceną mąki i ceną chleba – cena pieczywa może rosnąć gwałtownie, choć cena mąki pozostanie na tym samym poziomie, ale zwiększą się np. koszty energii czy transportu. W dodatku, unijny rynek paliw jest dość mocno zunifikowany, stąd np. Polska odczuwała rosnące ceny oleju napędowego ze względu na strajki we francuskich rafineriach.

Niemniej, nie spodziewam się teraz gwałtownych skoków cen. Ropa z Rosji do polskich, niemieckich i czeskich rafinerii wciąż płynie. Sytuacja może być trudniejsza w lutym 2023 r., kiedy wejdzie embargo na rosyjskie produkty naftowe.

Czytaj też:
Limitowana cena rosyjskiej ropy. Tankowce już stoją w korku
Czytaj też:
Embargo na rosyjską ropę wchodzi w życie. Kreml zapowiada odwet

Rozmawiał: Damian Cygan
Źródło: DoRzeczy.pl
 11
Czytaj także