Pod koniec kwietnia br. „Washington Post”, powołując się na swoje źródła na szczytach amerykańskich władz, poinformował, że Donald Trump zamierza zaprosić Władimira Putina na szczyt G20, który ma się odbyć w grudniu tego roku w Miami na Florydzie. To byłby przełom w dyplomacji Zachodu po inwazji na Ukrainę. Wysoki przedstawiciel administracji prezydenta USA miał powiedzieć redakcji amerykańskiego dziennika, że „nie wystosowano jeszcze oficjalnych zaproszeń, ale Rosja jest członkiem G20 i będzie zaproszona na spotkanie ministerialne i szczyt liderów”.
Te rewelacje Moskwa potwierdziła ustami wiceszefa dyplomacji. „Otrzymaliśmy zaproszenie do udziału na najwyższym szczeblu, ale decyzję podejmiemy bliżej terminu. Bóg wie, co się wydarzy do tego czasu” – skomentował wiceminister spraw zagranicznych Rosji Aleksandr Pankin. Wcześniej zaś rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapewniał, że o ewentualnej wizycie Putina w Stanach Zjednoczonych „nie ma mowy”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

