O d zawsze pobudzały moją wyobraźnię pustynie. Nie tylko przez swoją urodę, bo ta bywa surowa, nieoczywista, czasem wręcz okrutna. Pustynia fascynuje mnie dlatego, że jest krajobrazem bez taryfy ulgowej. Nie udaje przyjaciela. Nie zabiega o człowieka. Nie osłania go przed własną słabością. Tam, gdzie słońce wypala z ciała wodę i pewność siebie, gdzie horyzont drży od miraży, a cisza zaczyna brzmieć jak oskarżenie, podróżnik szybko rozumie, że jego największym przeciwnikiem nie jest teren, ale on sam.
Poznałem najstarszą pustynię świata, Namib, gdzie wydmy zdają się pamiętać jeszcze dzieciństwo kontynentu. Byłem na Atakamie, niemal udomowionej przez naukę, teleskopy i nowoczesność, a przecież nadal potrafiącej przywołać pierwotne poczucie osamotnienia i jeszcze innych. A jednak Badain Jaran zaskoczyła mnie osobnością. Nie ma sławy Sahary, rozmiaru Gobi ani mrocznej legendy Taklamakanu. Leży w północnych Chinach, w Mongolii Wewnętrznej, jako część pustyni Ałaszan. Jest przy tym niewielka, trochę większa niż województwo mazowieckie. Ale w geografii, podobnie jak w życiu, wielkość nie zawsze decyduje o znaczeniu.
Prowokacyjna nazwa
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
