Nie ma miesiąca, by nie mignął mi w Internecie artykuł o niebezpiecznym plastiku, który jest ponoć już wszędzie. Uciec przed nim nie sposób: mikroplastik jest nie tylko w glebie i oceanach, lecz także w naszych domach, w powietrzu, którym oddychamy, w jedzeniu, które spożywamy, i w napojach, które pijemy. Sprawiedliwie wdychają go w drodze do pracy kierowca pełnoletniego Passata, któremu nie wolno wjeżdżać w Strefę Czystego Transportu, kierowca Tesli, któremu wolno tam wjechać nawet buspasem, i operator czołgu, który na służbie powinien troskać się raczej o bezpieczeństwo swojego kraju, a nie całej planety. Teoretycznie więc „zielone” przepisy, takie jak dyskryminacja posiadaczy starych diesli i uprzywilejowywanie właścicieli elektryków, nie powinny go na poligonie obchodzić. Ale w państwie teoretycznym praktyka w żadnym razie nie nadąża za teorią.
Okazuje się bowiem, że w czołgach jeździ nie tylko mikroplastik, lecz także plastik wypełniony powietrzem. Może niedosłownie, ale – jak ujawnił niedawno „Dziennik Gazeta Prawna”– jednostek wojskowych w Polsce nie ominął obowiązek zbierania na kupeczkę kaucjonowanych śmieci.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
