Teza zawarta we wstępie do tego tekstu byłaby zbyt prosta, aby pozostawić ją bez komentarza. Nie jest bowiem do końca tak, jak chcieliby najzagorzalsi przeciwnicy Donalda Tuska – w swym słynnym tekście sprzed prawie 40 lat nie nazywał on „nienormalnością” polskości jako takiej, lecz polskość rozumianą przez konkretny kontekst historyczny. Późniejszy premier pisał bowiem, że historia, geografia i „dziejowy pech” nałożyły na Polaków ciężar, przez który Polacy nie mogą po prostu żyć tak jak inne narody, bo inni „budują, kochają się i umierają”, a my „walczymy, powstajemy i giniemy”. Innymi słowy: „Nienormalnością” była przede wszystkim sytuacja narodu skazanego na walkę, katastrofy, powstania, utratę państwa i nieustające życie historią. Tusk pisał jednocześnie, że „szarpie się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem”. Jednak kończy tekst deklaracją, że mimo całego „uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń” polskość pozostaje „naszym wspólnym świadomym wyborem”.
To ważne wyjaśnienie, gdyż ani do radykalnych przeciwników Tuska, ani do jego radykalnych zwolenników szerszy kontekst tamtego tekstu rzadko trafia.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
